Kitobni o'qish: «Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca»

Shrift:

Rozum mężczyzną, białogłową afekt tylko rządzi; oraz 1 kocha, oraz nienawidzi; nie gdzie rozum, nie gdzie afekt, tam wszystko.

And. Max. Fredro 2

OSOBY:

PANI DOBRÓJSKA

ANIELA

KLARA

RADOST

GUSTAW

ALBIN

JAN

Na wsi w domu pani Dobrójskiej.

AKT 1

Duży pokój – dwoje drzwi w głębi – trzecie drzwi po prawej stronie sceny do pokojów pani Dobrójskiej, czwarte po lewej do pokoju Gustawa, okno.

SCENA I

JAN

sam – w płaszczu zarzuconym na ramiona – chodzi – patrzy w okno, potem mówi, ziewając:

 
Czekaj mnie, nie śpij, powrócę o trzeciej.
Piękna mi trzecia: słońce jak w dzień świeci,
A mój pan drogi gnie sobie parole,
Albo z butelką… albo… No! już milczeć wolę.
 

SCENA II

Jan, Radost.

RADOST

idąc ku drzwiom Gustawa

 
Śpi Gucio?
 

JAN

 
Czy śpi? – Jak zabity, panie.
 

RADOST

 
Lubi spać hultaj.
 

JAN

zastępując od drzwi

 
Niechże pan nie chodzi.
 

RADOST

 
A to dlaczego?
 

JAN

 
Bo śpi.
 

RADOST

 
Nic nie szkodzi.
 

JAN

zastępując

 
Będzie się gniewał.
 

RADOST

 
Nic mi się nie stanie.
 

JAN

 
Dopiero zasnął – ledwie pół godziny.
 

RADOST

 
Cóż w nocy robił?
 

JAN

 
Nie spał!
 

RADOST

 
A z przyczyny?
 

JAN

 
Z przyczyny? – Zasłabł.
 

RADOST

troskliwie

 
Zasłabł?
 

JAN

z westchnieniem

 
Niespodzianie.
 

RADOST

 
Cóż mu jest?
 

JAN

 
Co jest? – jakiś zawrót głowy…
 

RADOST

 
Hm!
 

JAN

 
Wstręt do wody…
 

RADOST

 
Hm!
 

JAN

 
Pragnienie wina…
 

RADOST

 
Hm! proszę, proszę, wieczór3 jeszcze zdrowy!
 

JAN

wzruszając ramionami

 
Ha! słabość, panie, piorunem zaczyna.
 

RADOST

do siebie

 
Hm! wstręt, pragnienie! hm… hm… zawrót głowy.
 

JAN

 
Niech no się wyśpi, po południu wstanie.
 

RADOST

 
Chciałem być w domu i dziś tu z powrotem;
Lecz taką rzeczą ani myśleć o tem.
 

JAN

 
Owszem, jedź pan, jedź; ręczę, że za chwilę…
 

RADOST

 
A sen spokojny?
 

JAN

zastępując drogę

 
Lada co obudzi.
Cicho, dla Boga.
 

RADOST

 
Drzwi tylko uchylę.
 

JAN

 
Ale drzwi skrzypią.
 

RADOST

 
Własnemi oczyma…
 

JAN

odstępując

 
Ha, kiedy już tak! Niech się pan nie trudzi:
Darmo tam patrzeć – mego pana nié ma4.
 

RADOST

 
Nie ma?
 

JAN

 
A nie ma.
 

RADOST

 
Gdzie jest?
 

JAN

 
Stąd o milę.
 

RADOST

 
Jak? Co?
 

JAN

 
Pojechał.
 

RADOST

 
Dokąd?
 

JAN

 
Do Lublina.
 

RADOST

 
Do Lu… Lu…
 

JAN

z ukłonem kończąc słowo

 
…blina.
 

RADOST

 
Kiedy?
 

JAN

 
Wczoraj.
 

RADOST

 
Po co?
 

JAN

 
Nie wiem.
 

RADOST

 
Macież5 go! Już szaleć zaczyna,
Już, Bogu dzięki. – Jeździć, latać nocą…
I czegóż stoisz? Panie, zawrót głowy?
Hm! wstręt do wody! Co – wina pragnienie?
 

JAN

 
Stoję na warcie, muszę być gotowy
Otworzyć okno na pierwsze skinienie.
 

RADOST

 
Na co otworzyć?
 

JAN

 
Dla mojego pana:
Tędy wychodzi, tędy się i wchodzi.
 

RADOST

załamując ręce

 
Przez okna łazić śród6 jasnego rana!
To waryjata7 prawdziwie dowodzi,
 

ironicznie

 
I kiedyż wróci na swoje wesele?
 

JAN

 
Jeśli mu wierzyć, miał o trzeciej wrócić.
 

RADOST

do siebie

 
O, muszę, muszę cugli mu przykrócić!
O, czego nadto, tego i za wiele!
 

Słychać pukanie do okna.

JAN

idąc do okna

 
Niechże pan łaje, bo przybywa właśnie.
 

Otwiera okno.

SCENA III

Gustaw ubrany do konia, Jan, Radost w głębi.

GUSTAW

włażąc przez okno

 
To czas! – niech go piorun trzaśnie!
 

JAN

 
Dobrze pan mówi: bogdajby go trzasnął!
 

GUSTAW

 
A co? Śpią jeszcze?
 

JAN

 
Byłby sen nie lada!
 

GUSTAW

 
Trochem się spóźnił.
 

JAN

 
Mnie to pan powiada.
 

GUSTAW

 
Pewnieś nie dospał.
 

JAN

 
Gdybym był choć zasnął.
 

GUSTAW

oddając pręt, czapkę, rękawiczki i ocierając twarz

 
No, prawdę mówiąc, jak jestem na świecie,
Jeszczem tak pięknie zębami nie dzwonił:
Wicher, deszcz, zimno… psa by nie wygonił.
 

RADOST

 
A ciebie wygonił przecie.
 

SCENA IV

Radost, Gustaw.

GUSTAW

 
A stryjaszek!całując w rękę/
Dzień dobry!
 

RADOST

ozięble

 
Witamy z podróży!
 

GUSTAW

 
Już wstałeś?
 

RADOST

 
Jeszcześ nie spał?
 

GUSTAW

 
Dość czasu.
 

RADOST

 
Dzień duży.
 

GUSTAW

 
Dopiero świta.
 

RADOST

 
Świta, ale w twojej głowie.
 

GUSTAW

 
Niech i tak będzie, niech świta na zdrowie.
Byle mnie kochał stryjaszek kochany,
Był mi zawsze zdrów, czerstwy i rumiany.
Lecz, cóż to? mars? mars? fe! precz z nim do licha!
 

zaglądając w oczy

 
No… proszę… troszkę. – Niknie wyraz srogi.
Czoło się równa, oko się uśmiecha.
Otóż tak lubię,/ ściskając go/
mój stryjaszku drogi!
 

RADOST

płaczliwie, zawsze dając przestrogi

 
Mój Gustawie, powiedz mi: chcesz, czy nie chcesz żony?
 

GUSTAW

 
Chcę, chcę, stryjaszku.
 

RADOST

 
Pewnie?
 

GUSTAW

 
Jestem jej spragniony —
 

RADOST

 
Jakiże to więc sposób wyszukałeś sobie?
 

GUSTAW

 
Ja nic dotychczas nie wiem o sposobie.
 

RADOST

 
Te wycieczki przez okna, te nocne wyprawy.
 

GUSTAW

 
I cóż!
 

RADOST

zniecierpliwiony

 
Cóż! Panna!
 

GUSTAW

 
A, bardzom ciekawy.
Co moją pannę to obchodzić może,
Kiedy, jak i gdzie ja się spać położę?
Nie śpię – tem lepiej dla niej, bo na jawie
Nią tylko jedną myśli moje bawię,
I do niej wzdycham jak w dzień, tak i w nocy;
Ale jak zasnę – jestże to w mej mocy?
 

RADOST

płaczliwie

 
Mój Gustawie! – Dla Boga, porzuć myśli płoche,
I raz tylko, raz pierwszy zastanów się trochę.
Kilka dni jesteś pośród tak godnej rodziny,
I nie ma dnia jednego… gdzie tam dnia!… godziny,
Żebyś czegoś nie zbroił, aż się serce kraje.
Pani Dobrójska sama opiekę ci daje;
Nie idąc wzorem matek, co nos górą noszą,
Kiedy w duszy o zięcia wszystkich świętych proszą —
Pamiętna twych rodziców i mojej przyjaźni,
Swój zamiar względem ciebie głosi bez bojaźni.
Ale wszystko na próżno, daremnie się trudzi:
Miejski panicz w wieśniakach innych widzi ludzi;
Swoich nudów nie kryje, grzeczności nie sili,
I chce dać uczuć wartość każdej swojej chwili.
Wróbel się tylko, mówią, pustej strzechy trzyma,
Ale co w twojej głowie już i wróbla nie ma.
 

GUSTAW

ze szczerem zastanowieniem

 
Prawda, prawda, stryjaszku, zbyt słuszne przestrogi;
Ach, ojcowskiemi strzeżesz mnie oczyma,/ ściskając go
O, jesteś dla mnie skarb, przyjaciel drogi,
Dzięki ci, dzięki za twoje przestrogi.
 

RADOST

z rozczuleniem ściskając go

 
Mój ty poczciwy, mój luby Gustawie!
 

GUSTAW

 
Mój przyjacielu, mój ojcze kochany!
Zobaczysz, jak się ogromnie poprawię,
Bylem miał tylko powód do odmiany.
A teraz zgadnij, jaką dziś zabawę…
 

RADOST

 
O dla Boga! on swoje! Otóż masz poprawę.
Ach zmiłuj się, uważaj, powiedz, czy to ładnie,
Że z domu pan zalotnik oknem się wykradnie,
Aby noc całą Bóg nie wie gdzie trawić!
 

GUSTAW

 
Ależ stryjaszku, ja się muszę bawić.
 

RADOST

 
Bawić!
 

GUSTAW

 
A wprawdzie, w tym szanownym domu.
Gdzie każdy dla mnie aż nadto łaskawy,
Gdzie nie ubliżam w niczem i nikomu,
Żadnej dotychczas nie widzę zabawy.
 

RADOST

 
Idzież tu o zabawę, wrzawę nieustanną?
 

GUSTAW

 
Ależ o nudy idzie.
 

RADOST

 
Nudy z piękną panną!
 

GUSTAW

 
Nie będą nudy, jak się kochać będę.
 

RADOST

 
I kiedyż to nastąpi?
 

GUSTAW

 
Jak się z nią ożenię.
 

RADOST

 
Albo inaczej: jak na koszu8 siędę9.
 

GUSTAW

 
Ba, ba, ba! jeszcze czego.
 

RADOST

 
I skąd pewność, że nie?
Jestże to napisano, wyryto na niebie,
Że Aniela koniecznie musi pójść za ciebie?
 

GUSTAW

 
Pójdzie, pójdzie, stryjaszku.
 

RADOST

 
Tylko bardzo proszę,
Niech samochwalstwa od ciebie nie znoszę.
 

GUSTAW

 
Do samochwałów któż tego policzy,
Który rozsądnie zważa i powiada,
Że gdzie dwie rodzin związku sobie życzy,
Związku się w końcu spodziewać wypada?
 

RADOST

 
Prawda, jeśli Aniela choć trochę polubi.
 

GUSTAW

 
Bądź z łaski swojej spokojny w tym względzie.
Już ja ci ręczę, wszystko dobrze będzie.
 

RADOST

 
Nadto pewności, a ta pewność zgubi.
 

GUSTAW

 
Już spuść10 się na mnie… Ale dość tych fraszek.
Teraz niech zgadnie kochany stryjaszek…
 

RADOST

 
Pewnie, gdzie byłeś?
 

GUSTAW

 
Gdziem bawił tak długo.
 

RADOST

 
Wymów już, wymów, bo cię diable dusi.
 

GUSTAW

 
Na miejskim balu byliśmy przebrani.
 

RADOST

 
Na jakim balu?
 

GUSTAW

 
Pod Złotą Papugą.
 

RADOST

 
W karczmie!
 

GUSTAW

 
Przebrani.
 

RADOST

 
O Boże! o Boże!
 

GUSTAW

 
Tego młodemu nikt pewnie nie zgani.
 

RADOST

ironicznie

 
Pewnie pochwali?
 

GUSTAW

 
Bo pochwalić musi.
 

RADOST

 
Piękna mi szkoła!
 

GUSTAW

 
Lepsza być nie może.
Na małym świecie, co się wielkim mieni,
Gdzie każdy trwożnie po śliskiej przestrzeni,
Jakby na szczudłach i w przyłbicy chodzi;
Tam, czem są ludzie, niechaj nikt nie bada.
Ale gdzie człowiek mało pozór ceni,
Przybranym kształtem nie chce i nie zwodzi,
Gdzie więcej wola, niż rozum nim włada,
Tam schwytaj pędzel, wzór stoi gotowy.
 

RADOST

 
Otóż go macie! Jest La Bruyère11 nowy.
 

płaczliwie

 
Gucio! dopieroś dziękował za radę.
 

GUSTAW

nie słuchając

 
I co mi teraz przychodzi do głowy.
 

RADOST

 
Na przykład?
 

GUSTAW

 
Jedźmy tam dziś.
 

RADOST

 
Ja z tobą?
 

GUSTAW

 
Ty ze mną.
 

RADOST

 
Oszalał!
 

GUSTAW

 
Wcześniej wrócisz.
 

RADOST

ironicznie

 
Tą drogą tajemną.
 

GUSTAW

 
Jedziesz?
 

RADOST

 
Dajże mi pokój.
 

GUSTAW

 
No, to sam pojadę.
 

RADOST

 
Guciu! dopieroś dziękował za radę.
 

GUSTAW

żałośnie

 
Luby stryjaszku! wkrótce się ożenię.
 

RADOST

do siebie z zadziwieniem

 
No! i dlatego takie figle stroi.
 

GUSTAW

jak wyżej, prosząc

 
Już raz ostatni.
 

RADOST

 
Ja go nie odmienię,
To rzecz daremna.
 

GUSTAW

 
Na kasztana wsiędę!…
 

RADOST

przestraszony

 
O! na kasztana!
 

GUSTAW

 
Przede dniem tu będę.
 

RADOST

 
Weź już moją dorożkę, a kasztan niech stoi.
 

do siebie:

 
Jeszcze kark skręci z tego waryjata.
 

GUSTAW

 
Dobrze, stryjaszku.
 

RADOST

 
I deliję12 moją.
 

GUSTAW

 
Dobrze, stryjaszku.
 

RADOST

 
W tej kurteczce lata.
Jeszcze kataru u diaska dostanie.
 

GUSTAW

 
Dobrze, stryjaszku, jak chcesz, tak się stanie.
Ja zawsze mówię, święte rady twoje.
 

RADOST

 
Otóż masz, teraz powie, że to z mojej rady
Przez okna łazi na nocne biesiady.
 

GUSTAW

 
Zatem radzisz wchodzić drzwiami?
 

RADOST

 
Gadajże z waryjatami!
Ja ci radzę pójść spać.
 

GUSTAW

 
Spać?
 

RADOST

 
Bladyś, aż niemiło.
 

GUSTAW

 
Blady? To dobrze, to nic nie zaszkodzi:
Bladość niepokój miłosny dowodzi,
Bladości prędzej niż słowom się wierzy.
Pamiętasz przecie, jak to dobrze było
Rano, nazajutrz, po twojej wieczerzy?
 

RADOST

 
Mojej wieczerzy?
 

GUSTAW

 
To jest, mówiąc szczerze,
Ja sam dawałem tę sławną wieczerzę,
Ale stryjaszek potem długi płacił.
 

RADOST

 
Niestety!
 

GUSTAW

 
Wcalem na cerze nie stracił.
„Teraz to kocha – rzecz niezaprzeczona —
Jak blady, słaby! – on z miłości skona” —
Powiedz sam, wszakże prawda, tak mówiono.
I gdybym nie był zanadto…
 

RADOST

 
No, no, no,
Nie dość szaleje, jeszcze mnie powiada!
Teraz idź i śpij, taka moja rada.
Ale mój Guciu, Guciuniu serdeczny,
Staraj się zbliżyć, podobać Anieli.
 

GUSTAW

 
Dobrze, stryjaszku.
 

RADOST

 
Dla matki bądź grzeczny.
 

GUSTAW

 
Dobrze, stryjaszku.
 

RADOST

 
I na miłość Boga,
Jeśli ci jeszcze moja przyjaźń droga,
Nim się odezwiesz, pomyśl pierwej nieco.
Bo często słowa jakby z worka lecą,
Ale sensu w nich – no! – tego tam nie ma. —
A teraz idź spać, już mrugasz oczyma.
 

GUSTAW

 
Pójdę się przebrać.
 

Całuje go w rękę.

RADOST

całując go

 
Pamiętaj, Gustawie…
 

GUSTAW

 
Sam się zadziwisz, jak się dziś poprawię.
 

Odchodzi w lewe drzwi boczne.

RADOST

patrząc za nim, serio

 
Poprawię! Zawsze jedno co godzina,
Zadziwisz się! tak!/ przechodząc nagle w uczucia
Kochany chłopczyna!
 

SCENA V

Radost, Albin (chustka w ręku, tragicznym tonem).

RADOST

 
Cóż cię, panie Albinie, sprowadza tak wcześnie?
 

ALBIN

 
Niestety!
 

RADOST

 
Jak wzdychałeś, tak wzdychasz boleśnie.
 

ALBIN

 
Ach! jakże nie mam wzdychać, kiedy w smutku tonę;
Kiedy nocne minuty łzami przeliczone!
 

RADOST

 
A ja ci radzę, wypogódź twe czoło,
Nie bądź Gustawem – lecz kochaj wesoło:
Te elegije i miłosne żale
Młodej dziewczyny nie podbiją wcale;
A zwłaszcza Klarę, co jak iskra żywa,
Jeżeli westchnie, to wtedy gdy ziéwa;
Klara, co spocząć, rzadziej milczeć zdoła,
Sprzeczna z układu, z natury wesoła,
Lęka się smutku, któregoś obrazem.
 

ALBIN

 
Ach! możnaż kochać i nie płakać razem?
 

po krótkiem milczeniu

 
Już dwa lata się kończą, jak powabność Klary
Wznieciła moją miłość bez granic, bez miary.
Nie ma dnia, bym nie błagał najczulszem wejrzeniem;
Samem już tylko teraz oddycham westchnieniem;
Łzami skrapiam jej ślady, skrapiam całą drogę:
I kamień już bym zmiękczył, jej zmiękczyć nie mogę.
 

RADOST

 
Żebyś i sto lat jęczał, wszystko nic nie znaczy.
 

ALBIN

 
Ach!
 

RADOST

 
Cóż dalej chcesz robić?
 

ALBIN

 
Co? – Umrę z rozpaczy.
 

RADOST

 
Może cię kocha.
 

ALBIN

 
Kocha? – Umarłbym z radości.
 

RADOST

 
Każ więc sobie zawczasu dzwonić z przezorności.
 

ALBIN

 
Ja płaczę, ty się śmiejesz.
 

RADOST

 
Śmiej się i ty razem.
 

ALBIN

 
Ach, posłuchaj mnie raczej, nie dręcz tym rozkazem.
Myślałem, że wytrwałość najczystszych płomieni
Nienawiść w łagodniejsze uczucia przemieni,
Ową nienawiść mężczyzn powziętą z rachuby,
Którą w duszy piastuje, z której szuka chluby.
Ach, błędna myśl, niestety! zwodnicze nadzieje!
Jej serce coraz stygnie, a moje goreje!
 

RADOST

tymże tonem

 
Bywaj zdrów!
 

ALBIN

 
Ach, gdzie idziesz?
 

RADOST

jak wprzódy

 
Ach, idę do siebie.
 

ALBIN

 
Nie litujesz się żalu, opuszczasz w potrzebie.
 

RADOST

 
Chciałbym jeszcze do domu pojechać na chwilę.
 

dobywając zegarka

 
Tylko że już podobno… jeśli się nie mylę…
Oho! tak to już późno! Wdaj się tylko z trzpiotem:
U niego jak rozsądek, tak wszystko na potem.
 

ALBIN

chwytając go za rękę

 
Czekaj, zwierzyć ci muszę straszną tajemnicę.
 

RADOST

przestraszony

 
Dla Boga, co to będzie!
 

ALBIN

 
Rzecz całą oświécę.
 

RADOST

 
Albinie; ja truchleję!
 

ALBIN

 
Zachowasz ją święcie?
 

RADOST

 
Mów!
 

ALBIN

 
Klara i Aniela mają przedsięwzięcie…
Słuchaj i zapłacz, nigdy – nie iść za mąż.
 

RADOST

zadziwiony i wstrzymując się od śmiechu

 
Szczerze?
 

Na znak potakujący Albina Radost parska śmiechem.

Albin.

 
Co? – Ty się śmiejesz z tego?
 

RADOST

 
Śmieję, bo nie wierzę.
 

ALBIN

 
Ja ci ręczę.
 

RADOST

 
I skąd wiesz?
 

ALBIN

 
Wiem pewnie.
 

RADOST

 
Daj Boże!
 

do siebie:

 
Taki bodziec Gustawa obudziłby może.
Byle mu wierzył./ do Albina
Dzięki za dobrą nowinę.
 

ALBIN

 
Jak to, Radoście, dobrą? – Dobrą, a ja ginę.
 

RADOST

 
Nie zginiesz, będziem żyli.
 

ALBIN

 
Ty się śmiejesz zawsze.
 

RADOST

 
Ty zaś nie płacz, a losy będą ci łaskawsze.
 

Odchodzi w lewe drzwi środkowe.

ALBIN

 
O miłości, miłości! ty żalów przyczyno!
Złorzeczyć ci nie mogę, bo mile łzy płyną.
Lecz Klaro! kiedyż równą odpłacisz mi miarą?
Kiedyż ze mną zapłaczesz? Klaro! Klaro! Klaro!
 

SCENA VI

Albin. Aniela, Klara

wchodzą przed ostatnim wierszem z prawych drzwi środkowych.

KLARA

cicho stanąwszy przy Albinie

 
Po raz pierwszy, drugi, trzeci!
Na wezwanie takie dzielne,
Powtórzone po trzy razy,
Nawet duchy nieśmiertelne,
Jak posłuszne ojcu dzieci,
Porzucając ciemne cele,
Stają władcy brać rozkazy.
Mogęż spóźnić przyjście moje?
Otóż jestem, otóż stoję.
 

ALBIN

całując w rękę

 
Ach!
 

KLARA

 
Nic więcej?
 

ALBIN

 
To tak wiele.
 

Klara

 
Ach, urągasz miłości.
 

KLARA

śmiejąc się

 
Urągam? – broń Boże!
 

ALBIN

 
Twoje serce bez czucia.
 

KLARA

 
Lwie, tygrysie może?
 

ALBIN

 
Nikt go zmiękczyć nie zdoła.
 

KLARA

 
Nie każdy, to pewnie.
 

ALBIN

 
Ja tak kocham.
 

KLARA

 
A ja nie.
 

ALBIN

 
Ja płaczę tak rzewnie.
 

KLARA

 
Ja się śmieję.
 

ALBIN

 
Okrutna! Poznasz mnie po stracie.
 

KLARA

 
Okrutna! sroga! niestety! o nieba!
 

do Anieli

 
Uchodźmy prędko, tu miłość na czacie,
Prędko, Anielo, dowierzać nie trzeba.
 

Śpiewa:

 
Tak babunia nam śpiewała,
Ja uciekam, pókim cała.
 

ALBIN

 
Zostań, okrutna, zostań! Uwolnię twe oczy
Od smutnego przedmiotu, co ich świetność mroczy.
Cieszy cię moja męka? – Ciesz się więc do woli:
Żaden twój raz nie minął, każdy mocno boli.
Jedna tylko pociecha mej duszy zostaje,
Żem nie zasłużył wzgardy, której dziś doznaję.
 

ANIELA

 
Panie Albinie! któż tak ściśle bierze?
Zostań się z nami, wszak ci to są żarty.
 

KLARA

 
Com powiedziała, powiedziałam szczerze.
 

ALBIN

 
A ja wszystkiemu co do słowa wierzę.
 

KLARA

 
Godzien pochwały, kto nie jest uparty.
 

ALBIN

 
Godzien litości, kto pokochał Klarę,
Bo razem w litość stracił wszelką wiarę.
 

Odchodzi w prawe drzwi boczne.

SCENA VII

Aniela, Klara.

ANIELA

 
Tak drażnić, dręczyć, to się już nie godzi.
 

KLARA

 
Cóż? Pójść za niego?
 

ANIELA

 
Ja tego nie mówię;
Lecz gorycz losu niech litość osłodzi,
Niech mu przynajmniej o przyczynie powie.
 

KLARA

 
Na co? Niech kocha, płacze, jęczy, kona.
 

ANIELA

 
Ach, tego nie chcę, i ty nie tak sroga.
 

KLARA

 
Gardzę miłością, jestem niewzruszona.
 

ANIELA

 
Wszak ci się znajdzie łagodniejsza droga:
I na cóż tam słów, gdzie dosyć na znaku.
 

KLARA

 
Może mam przed nim, dygnąwszy trzy razy,
Kręcąc fartuszkiem, piekąc rak po raku,
Prosić lękliwie, aby bez urazy
Przyjął odpowiedź, wprawdzie niezbyt miłą,
Ale ogólną dla całej płci jego? —
 

ANIELA

 
O, pewnie, pewnie, lepiej by tak było,
Niż wciąż powtarzać w obliczu biednego,
Że jego miłość, równie jak osoba,
Ani cię bawi, ani się podoba.
 

KLARA

 
Wierz mi, Anielo, wszystko to za mało.
Nie wiesz, jak twarde jest serce mężczyzny,
Jak prędko rany umie ściągnąć w blizny,
Blizny, co potem stają mu się chwałą.
Nic ich próżności nie zbije, nie skarci,
Im więcej przeszkód, tem więcej uparci.
Łaj, gardź, nienawidź – oni w nienawiści,
Gniewie i wzgardzie mają swe korzyści,
Tak, że nareszcie czasem z nas niejedna,
Tracąc cierpliwość, tracąc głowę, biedna,
Znudzona walką, ze wszech stron ściśnięta,
Musi pokochać, by pozbyć natręta.
 

ANIELA

 
Na cóż mi mówisz, co ja wiem dokładnie?
Znam dobrze mężczyzn, ten ród krokodyli,
Co się tak czai, tak układa snadnie,
By zyskać ufność i zdradzić po chwili.
Lecz że źli oni, mamyż być takiemi?
 

KLARA

 
O, były, były kobiety dobremi,
I jakiż tego zwyczajny był skutek?
Radość dla mężczyzn, dla nas gorżki13 smutek,
Wspomnij tę książkę.
 

ANIELA

 
Nigdy nie zapomnę:
Męża Kloryndy życie wiarołomne.
 

KLARA

ze wzrastającym zapałem

 
I żal jednego twą zemstę zwycięża?
Żal, że chciał dopiąć i celu nie dopnie?
I my nasz zamiar: «nigdy nie mieć męża»
Mamy oznajmiać, głosić nieroztropnie?
Wszystkim do razu odebrać nadzieję?
I miłość własną każdego ocalić?
O nic, nic z tego, moi dobrodzieje!
Wy, co ze zwycięstw lubicie się chwalić,
U nóg, tu, każdy, niech kark zgina hardy,
Każdy z osobna dozna naszej wzgardy.
 

ANIELA

z zapałem

 
Wzdychaj więc każdy!
 

KLARA

z zapałem

 
I kochaj się we mnie.
 

ANIELA

 
Dlaczegóż w tobie?
 

KLARA

 
By jęczał daremnie.
 

ANIELA

 
I moje serce nie więcej im sprzyja.
 

KLARA

 
Anielo! ręka! Powtórzmy tu śluby
Nam wiecznej chwały, a im wiecznej zguby.
 

Razem podając sobie ręce, mówią razem i powoli.

 
Przyrzekam na kobiety stałość niewzruszoną,
Nienawidzieć ród męski, nigdy nie być żoną.
 

ANIELA

 
Nienawidzieć, tak, oprócz mego stryja.
 

KLARA

 
I mego ojca.
 

ANIELA

 
I stryjecznych braci.
 

KLARA

 
I pana Jana…
 

ANIELA

 
I pana Karola.
 

KLARA

 
I Józia…
 

ANIELA

 
Kazia, Stasia…
 

KLARA

 
Hola! hola!
 

ANIELA

 
Na ostrożności nikt nigdy nie straci.
 

po krótkiem milczeniu

 
Zatem już kochać nie wolno nam będzie?
 

KLARA

 
Jedna dla drugiej kochankiem się stanie.
 

ANIELA

zamyślona

 
Jedna dla drugiej – a tak – to przykładnie…
Lecz powiedz, Klaro, oświeć mnie w tym względzie:
Czy oni nigdy nie kochają szczerze?
 

KLARA

po krótkiem milczeniu

 
Nigdy? – hm? – Pewnie.
 

ANIELA

 
Na cóż to udanie?
 

KLARA

 
Na co i po co, nic nie wiem w tej mierze.
Lecz com czytała, pamiętam dokładnie:
«Że miłość gorsza nad wszelką przygodę,
Że masz się kochać, wolisz skoczyć w wodę».
 

ANIELA

 
Klaro! zmiłuj się, w wodę! – to za wiele!
 

KLARA

 
Tak, nie inaczej! tak było w tem dziele.
 

ANIELA

 
Taką więc sprawą rzecz wcale nieładna,
Że każda kocha, nie topi się żadna.
 

KLARA

 
Bo do przyszłości duch każdy przykuty,
Żyje dla nieba, kocha dla pokuty.
 

ANIELA

 
O, wy mężczyźni!
 

KLARA

 
Piekło was zrodziło!
 

ANIELA

 
Że nie ma kraju, gdzie by was nie było!
 

KLARA

prędka rozmowa

 
A nasz pan Gustaw, laleczka warszawska.
 

ANIELA

 
O, ten się nawet udawać nie trudzi.
 

KLARA

 
Jeśli przemówi, to już wielka łaska.
 

ANIELA

 
Chce się ożenić, bo się czasem nudzi.
Przynajmniej uszy od jęków ocalę.
 

KLARA

 
Mnie by ta pewność nie cieszyła wcale;
Niech każdy kocha i w tem ma swą karę.
 

ANIELA

 
Ach, gdyby można miłości dać wiarę,
Byłoby szczęście większe na tym świecie?
 

KLARA

 
Było przed laty, wszak pamiętasz przecie,
Cośmy czytały?
 

ANIELA

 
Czy ja mam w pamięci?
Jak tylko wspomnę, w głowie mi się kręci.
 

SCENA VIII

Pani Dobrójska, Aniela, Klara, Albin.

Albin, wszedłszy, opiera się o ścianę blisko stolika i z założonemi rękami, często wzdychając, oka nie spuszcza z Klary.

PANI DOBRÓJSKA

wchodząc, do Albina:

 
Kocha się, kto się kłóci, dawne to przysłowie.
 

KLARA

całując ją w rękę

 
Czy się ciocia kłóciła?
 

PANI DOBRÓJSKA

do Klary:

 
Oj, zielono w głowie.
 

KLARA

 
O, nie!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
O, tak.
 

KLARA

 
Dlaczego?
 

ANIELA

 
Klara, moja mamo,
Bywa bardzo rozsądna.
 

KLARA

 
Aniela toż samo.
 

ANIELA

 
Zgadzamy się we wszystkiem.
 

KLARA

 
Radzimy wzajemnie.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Kiedy dwie głowy radzą daremnie,
Rozsądna zatem Klara rozsądnej Anieli
Zapewne jej uwagi rozsądnej udzieli,
Że grzeczność, a szczególniej w swojej matki domu,
Najmniejszej przynieść krzywdy nie może nikomu;
A nawzajem Aniela poradziła Klarze,
Że obojętność szydzić niekoniecznie każe.
 

KLARA

kłaniając się nisko Albinowi

 
Panie Albinie, bardzo dziękujemy.
 

ANIELA

do Dobrójskiej

 
Trzebaż się starać o pana Gustawa?
 

PANIE DOBRÓJSKA

 
Ale nie krzywić, nie dąsać się zawsze.
 

Siadają przy okrągłym stoliku i robótki biorą, prócz Klary.

ANIELA

szybka rozmowa

 
On nas nie widzi.
 

KLARA

 
I ślepy, i niemy.
 

ANIELA

 
Mamże14 go błagać o względy łaskawsze?
 

KLARA

 
Mówić, gdy milczy; gdy nudzi, zabawiać?
 

ANIELA

ironicznie

 
I jakaż na wsi może być zabawa!
 

KLARA

podobnie, coraz prędzej

 
I z wieśniaczkami o czemże rozmawiać!
 

ANIELA

 
O pięknym czasie15, albo słotnej porze.
 

KLARA

 
Miejskim rozumem zaćmiłby nas może.
 

ANIELA

 
Przez litość, gęstą daje mu zasłonę.
 

KLARA

 
Przez litość, drzemiąc, stara się o żonę.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Już to mnie przegadacie, moje piękne damy.
 

ANIELA

 
Ależ, mamo kochana! cóż my robić mamy?
 

KLARA

 
Kiedy na sofie rozparty szeroko,
Półgębkiem gada, śpi na jedno oko,
Mamyż mu śpiewać arietkę wesołą?
Albo z girlandą tańcować wokoło?
 

Klara, mówiąc ostatni wiersz, robi kilka kroków tańca z chustką w ręku. Albin rzuca się i odrzuca krzesło za nią stojące.

ALBIN

 
Przebóg!
 

KLARA

 
Cóż?
 

ALBIN

 
Krzesło.
 

KLARA

rozgniewana

 
Ach! Z panem… prawdziwie…
Nawet potknąć się nie można!
 

ALBIN

 
Niestety.
 

ANIELA

do Dobrójskiej

 
Bardzo rozsądnie.
 

PANI DOBRÓJSKA

śmiejąc się

 
Ja sama się dziwię.
Nie arietki, nie, ani też balety,
Lecz grzeczność, skromność, to wasze zalety.
 

KLARA

ironicznie

 
Zresztą, jest Radost, jest Albin, jest Gustaw…
Trzech mężczyzn! to sąd podług męskich ustaw;
Trzech! razem! ogrom! i czegóż im trzeba?
Cóż rozum kobiet, ten słaby twór nieba,
Co się im zbliżyć nawet praw nie rości,
Dałby za korzyść tym sędziom honoru,
Wszechwładcom świata, skarbonom mądrości?
Nasze uczucia, nie sięgając wzoru,
Na męskiej duszy twór zawsze wyniosły
Pęta by tylko albo skazę niosły.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Nie wszystko straszne, co czasem zastrasza.
Mają wady mężczyźni, ma także płeć nasza;
Zatem szalę rozsądku ta strona przeważa
Co swoje błędy karci, a cudzym pobłaża.
 

SCENA IX

P. Dobrójska, Aniela, Klara, Albin, Gustaw.

Albin stoi przy prawej stronie sceny, przy nim siedzi przy stole pierwsza Klara, druga Aniela, trzecia Dobrójska, robótkami zajęte. – Gustaw wchodzi i, skłoniwszy się, stawia krzesło na środku – siada obrócony do parteru trochę na przodzie sceny – Gustaw w tej scenie mówi z roztargnieniem, aby tylko co mówić, z początku swoim ubiorem zajęty.

GUSTAW

 
Przecie deszcz ustał – pogodniej na niebie.
 

KLARA

 
Arcyprzyjemna aura, w samej rzeczy.
Do Anieli
Że grzecznie bawię, nikt już nie zaprzeczy.
A teraz kolej, Anielo, na ciebie.
 

PANI DOBRÓJSKA

do Klary z nieukontentowaniem

 
Klaro, czy znowu?
do Gustawa
Albin mówił właśnie,
Że z nowej chmury nowa grozi słota.
 

ALBIN

 
Dla mnie pochmurno, ach, nawet ciemnota.
Bo i nadzieja powoli już gaśnie,
Kiedy mym smutkiem Klara ucieszona.
 

KLARA

zniecierpliwiona

 
Ach nie, wcale nie, smuci się, i bardzo.
 

GUSTAW

zawsze z roztargnieniem, byle co mówić

 
Panie pracują.
 

KLARA

 
Mężczyźni tem gardzą
Lubo w tej pracy najprędsza obrona
Przeciw tym nudom, w które wieś obfita.
 

PANI DOBRÓJSKA

do Klary z nieukontentowaniem

 
Czy ty się nudzisz?
 

KLARA

 
Mnie się ciocia pyta?
 

GUSTAW

jak wprzódy

 
Słabym się czuje, kto szuka obrony.
 

KLARA

 
O sobież tylko myśleć nam wypada?
 

GUSTAW

pozierając 16 na Albina

 
Tak, i o bliskich – to pięknie i hojnie.
 

KLARA

ze wzrastającym zapałem

 
Bliski, niebliski może być znudzony.
 

ANIELA

do Klary na stronie

 
Klaro, daj pokój.
 

GUSTAW

zawsze obojętnie

 
Ogólna więc rada…
 

KLARA

 
Rady dość nigdy....
 

GUSTAW

sens kończąc

 
Dla popsutych dzieci.
 

KLARA

 
Wiem zatem, gdzie się zwracać.
 

GUSTAW

obojętnie

 
Do zwierciadła.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Klara nie może rozmawiać spokojnie.
Lada dmuchnięcie tę iskrę roznieci.
 

GUSTAW

wyciągając się na krześle

 
O, proszę pani, mnie to dosyć bawi.
 

KLARA

urażona, ironicznie

 
Czy tak? Doprawdy? Nie byłabym zgadła,
Że moja mowa takie cuda sprawi./ Do Albina
Ach, proszęż mnie tak nie ścigać oczyma.
 

ALBIN

z westchnieniem

 
I tego wzbraniasz?
 

KLARA

 
Ach, bo miary nié ma.
do Anieli
Żeby choć mrugnął, mogłabym się skrzywić.
 

PANI DOBRÓJSKA

po krótkiem milczeniu

 
Pan Gustaw mógłby i słusznie się dziwić,
Że wiejska cisza, a zwłaszcza w tej porze,
Dla kogokolwiek przyjemną być może.
 

GUSTAW

mówi coraz wolniej

 
I owszem, owszem… wcale się nie dziwię…
Wieś jest przyjemna,/ Ziewa skrycie.
przyjemna prawdziwie.
 

KLARA

do Anieli na stronie:

 
Widzisz?
 

ANIELA

 
Co?
 

KLARA

 
Ziewa.
 

ANIELA

 
Grzeczny…!
 

KLARA

(sens kończąc)

 
Ciocia powie./ głośno
Otóż to grzeczność…
 

na wejrzenie Dobrójskiej

 
Chwalić wbrew gustowi.
 

GUSTAW

coraz wolniej

 
Nie, wieś ma swoje wdzięki… mówię szczerze.
 

Ziewa skrycie.

 
Na wiosnę kwiatki… listki… trawki świeże,
A w lecie, w lecie!… są te… piękne żniwa;
No i w jesieni…/ ziewając/
także… tam coś bywa;
W zimie wieczory… tak… w zimie… wieczory;
Są, są zabawy… o, są każdej pory.
 

Ziewa i wkrótce zaczyna drzemać.

PANI DOBRÓJSKA

 
W nas to samych zabawy i nudów przyczyna.
Jeśli bezczynnie każda wlecze się godzina,
Konieczne zatrudnienia nie dzielą nam czasu,
Jeśli w ciągłym odmęcie śród17 gwaru, hałasu,
Zawsze pragniemy nowych rzeczy, nowych ludzi,
Wtedy jak wieś, tak miasto, koniec końców – znudzi.
Dlatego nas zapewne nadzieja nie mami,
Iż pan Gustaw potrafi bawić się i z nami.
 

KLARA

po krótkiem milczeniu, cicho

 
Pst! Ciociu!/ pokazując śpiącego Gustawa
Już się bawi.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
A! co tego…
 

KLARA

 
Chodźmy stąd wszyscy.
 

ANIELA

 
Zostawmy samego.
 

ALBIN

 
Ja i w nocy tak nie śpię.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
To za wiele.
 

KLARA

 
Chodźmy.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Ale nie…
 

ANIELA

ciągnąc za rękę

 
Moja mamo, proszę.
 

KLARA

biorąc za drugą rękę

 
Ja także za nim suplikę zanoszę:
Wszakże się wyśpi, jak sobie pościele,
Tak sobie posłał, niechże śpi do woli.
 

do Albina

 
No, chodźże waćpan – prędzej! – pst! – powoli.
 

Wszyscy wychodzą – Gustaw śpi – wkrótce wbiega Radost – przypatruje się z żalem Gustawowi – zakłada ręce i siada na krześle, na którem siedziała pani Dobrójska.

SCENA X

Gustaw, Radost.

RADOST

żałośnie, zaledwie nie z płaczem, coraz głośniej

 
Gustawie! mój Gustawie! okrutny Gustawie!
 

GUSTAW

otwiera oczy i patrząc przed siebie, odpowiada jakby pani Dobrójskiej:

 
Tak, mościa dobrodziejsko, ja się na wsi bawię.
 

RADOST

parskając śmiechem

 
I śmiać się muszę, kiedy łajać chciałem.
 

GUSTAW

zadziwiony, po krótkiem milczeniu, wstając

 
Zasnąłem trochę.
 

RADOST

ironicznie

 
Gdzie tam.
 

GUSTAW

z nieukontentowaniem

 
Spałem, spałem,
Nie ma co mówić.
 

RADOST

udając Gustawa

 
„Jak się dziś poprawię,
Zadziwisz się, stryjaszku” – Otóż się i dziwię,
Żeś dobrze zasnął i chrapał szczęśliwie.
 

GUSTAW

z nieukontentowaniem

 
No, spałem, prawda; ale z drugiej strony,
Trudno kochanka uśpi huk moździerzy,
 

z udanem uczuciem

 
Łacno głos fletów, głos kobiet pieszczony.
 

RADOST

 
O! o… głos fletów! Niby kto uwierzy!
Dla Boga, chłopcze! Boska na mnie plago!
Próżnoż cię ścigam prośbą i uwagą,
Powiedz, czy serce zastygło w twem łonie,
Spać przy kochance18, jakby już przy żonie?
 

GUSTAW

niekontent z siebie, odtrącając krzesło

 
Hm! Diabeł nadał krzesło tak wygodne!
Tak mnie znienacka jakoś… rozmarzyło.
 

RADOST

 
I chce się żenić! – To zaloty modne!
Chcesz spać, no, to śpij, kiedy ci spać miło.
 

GUSTAW

 
Ale stryjaszku, to niechcący było.
 

RADOST

 
A cóż, u diaska! miałżeś jeszcze może
Dobranoc wszystkim powiedzieć dokoła?
 

GUSTAW

 
No, no, stryjaszku, nie zachmurzaj czoła:
Wszystkim nieszczęściom zaraz kres położę.
 

RADOST

zatrzymując go

 
Jak? co? gdzie?
 

GUSTAW

 
Wszystko chcę naprawić godnie.
 

RADOST

prosząc najpokorniej

 
Guciu, Guciuńciu, nie czyń mi zakały,
Bądź też rozsądny, tydzień, tydzień mały!
 

GUSTAW

 
Będę, stryjaszku, będę… dwa tygodnie.
 

RADOST

 
Dla ciebie błagam.
 

GUSTAW

 
Stryjaszku kochany!
Wart twego gniewu, wart jestem nagany,
Umiem czuć, cenić ojcowskie przestrogi,
Dzięki ci, dzięki, stryjaszku mój drogi./ Ściskają się.
 

RADOST

rozczulony

 
Guciu kochany!/ po krótkiem milczeniu/
Ale ja się boję,
Że ty dziękujesz i znów robisz swoje.
 

GUSTAW

 
Nie, teraz jestem, będę zakochany,
Z samym Albinem na wyścigi idę.
 

RADOST

wstrzymując go

 
Ach, czekaj! Nową naprowadzisz biedę.
Za drwinki wezmą nagłość tej odmiany.
 

GUSTAW

 
Nie, westchnę tylko – raz na pół godziny.
Lecz patrzeć będę, tego mi nie zganią
Ale jak patrzeć! – Już wiem. – Wzrok jedyny!
 

biorąc go pod rękę i ciszej

 
Jak niegdyś patrzał stryjaszek na panią…
 

RADOST

zatykając mu usta

 
Cicho, bądź cicho!/ oglądając się/
Ty, widzę, szalony…
 

GUSTAW

 
Ale co gorzej, co mnie trochę smuci,
Że panna na mnie i okiem nie rzuci.
 

RADOST

 
Ach, mój Gustawku, wszak ty szukasz żony;
Chciałżebyś takiej, co ściga oczyma,
Jakby wołała: «Kto kogo przetrzyma»,
Lub tej, co spojrzy i westchnie przed siebie
Jakby szeptała: «Poszłabym za ciebie»?
 

GUSTAW

 
Nie – ja chcę, chociaż niby jestem trzpiotem…
 

RADOST

z westchnieniem

 
Niby.
 

GUSTAW

 
Dobrą mieć żonę.
 

RADOST

 
A któż wątpi o tem?
 

GUSTAW

 
I gdybym nie czuł przymiotów Anieli,
 

Radost w niemem zachwyceniu wyciąga ręce ku niemu.

 
Jużbyście mnie tu dotąd nie widzieli.
 

RADOST

ściskając go

 
Ach, jakiż anioł przemówił przez ciebie?
 

GUSTAW

 
Prawda? – Rozsądnym umiem być w potrzebie?
 

RADOST

 
Ach, strasznie, strasznie, byle tylko trwale.
 

GUSTAW

 
Idę więc biegać, śpiewać…
 

RADOST

żałośnie, zatrzymując go

 
Tego wcale…
 

Gustaw przerywa mowę Radosta gwałtownem uściśnieniem, w którem mówi wiersz następujący:

GUSTAW

 
Sam się zadziwisz, jak się dziś poprawię!
 

Wytrąca niechcący tabakierkę z rąk Radosta, a wybiegając, wywraca krzesło – Radost, goniąc za tabakierką i raz na nią, raz na Gustawa patrząc, gdy zasłona spada:

RADOST

 
Czekaj! Zmiłuj się! o Boże! Gustawie!
 

AKT II

SCENA I

P. Dobrójska, Radost.

PANI DOBRÓJSKA

 
Tak, tak, panie Radoście, podzielam twe żale.
Ale mnie się pan Gustaw nie podobał wcale!
Miłość własną, przeczącą, co drugim należy19
Najtrudniej mi przychodzi przebaczyć młodzieży.
 

RADOST

 
Tej wady Gustaw nie ma.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Ma tylko zalety,
A żadnej wady? – prawda?
 

RADOST

 
Ach, ma, ma, niestety!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
A tą jest?
 

RADOST

 
Roztargnienie, wesołość, pustota…
No, co mam obwijać – trzpiot!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Nie widzę w nim trzpiota.
 

RADOST

 
Ach, mościa dobrodziejko, któż to już zaprzeczy?
Ale ma serce dobre, głowę nie od rzeczy;
To nie minie jak płochość, z czasem nie uleci,
To jest szczęścia rękojmią dla żony i dzieci.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Wszystko dobre w nim widzisz.
 

RADOST

 
Kocham go jak syna.
żałośnie/ Ale tylko ja jeden.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
To nie moja wina.
 

RADOST

 
I Aniela się krzywi.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
I wprawdzie ma czego.
 

RADOST

 
Biedny Gustawek! Wszyscy bij zabij na niego.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
A ten sen? jest trzpiotostwo? – nie: lekceważenie.
 

RADOST

 
Ach! wszakcim20 go obudził!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
A to jak ocenię,
Gdy potem wleciał do nas, jakby jęty szałem?
Co robił? – Byłeś.
 

RADOST

 
Wszakci21 na niego mrugałem.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Lubię w młodym wesołość; i wesołość szczera,
Choć czasem w zbytek przejdzie, jednak wzgląd odbiera22.
Lecz udana już nie ma do tych względów prawa,
I taka dziś wzbudziła szaleństwa Gustawa.
 

RADOST

 
Szaleństwa; – był szalony – to nie ma gadania,
Lecz czasem i nieśmiałość do tego nas skłania:
Drży, stoi, a potem huż, jak ów koń z narowu,
Co raz z miejsca, już nie zna ni płotu, ni rowu.
 

PANI DOBRÓJSKA

wstrzymując się od śmiechu

 
Co? On?
 

RADOST

sens kończąc

 
Nieśmiały.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Gustaw?
 

RADOST

 
Gustaw. Ręczę pani.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
A, wybornie!/ Śmieje się.
O, biedny! biedny Gucio mały.
Trzech nie zliczy!/ Śmieje się.
 

RADOST

zmieszany

 
No… prawda, że jest nadto śmiały.
żałośnie/ Ale cóż ja mam robić?
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Wziąć go lepiej w kluby23.
Bo mówiąc między nami, ten Gustawek luby
Wyrabia ze stryjaszkiem, co mu się podoba.
 

RADOST

 
Oho, ho, ho! – I jedna nie przeminie doba,
Żeby mu paternoster24 nie wleciał do ucha.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
O, tak, wiem dobrze: waćpan zrzędzisz, on nie słucha.
 

RADOST

 
Ach, jak on mi dziękuje za każdą przestrogę.
Ale chcesz pani prawdy, ja nią służyć mogę:
Pani to dobrodziejka psujesz panny swoje.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Ja psuję!
 

RADOST

 
Pani.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Bój się Boga!
 

RADOST

 
Ja się boję.
Lecz tak jest.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Drżą przede mną.
 

RADOST

ironicznie

 
Zapewne!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
I pewnie.
Szkoda, żeś tu dziś nie był, jak płakały rzewnie.
 

RADOST

 
Ale chociaż ja zero, Gustaw pełen winy,
Jednak nic mi nie kryje.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Cóż znaczą te miny?
Ściągasz je do Anieli, albo też do Klary?
 

RADOST

 
Hm! Hm!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Cóż?
 

RADOST

 
Jakieś śluby!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Dziecinne zamiary,
O których nie chcę wiedzieć, domyślam się ledwie.
Długo przy matce Klary bawiły obiedwie25,
Wiesz, jakie przed oczyma miały tam pożycie;
Przy tem kilka złych książek przeczytanych skrycie,
Równie jak mego szwagra gorszące rozmowy
Wpoiły, nie w ich dusze, ale w młode głowy,
Ową nienawiść mężczyzn, którą ciągle puszą.
Na cóż więc zbijać myśli, co się zmienić muszą?
 

RADOST

 
Zmienić się, zmienią, pewnie, lecz kłopot dla Gucia.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Zresztą lepiej za mało, niż za wiele czucia.
 

RADOST

z uczuciem całując ją w rękę

 
Ach, mościa dobrodziejko!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Zawsze Radost jeszcze…
 

RADOST

jak wprzódy

 
Zawsze.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Idź, popieść Gucia.
 

Odchodzi.

RADOST

 
Już ja go popieszczę.
 

SCENA II

Radost sam.

RADOST

 
Co ja pocznę z tym chłopcem! To rzecz niesłychana!
Żebym go mógł, u czarta, związać jak barana,
Przywieść gwałtem przed ołtarz, narzucić mu żonę,
Szczęście by dla obojga było zapewnione.
Ale trzpiot w sprawie – piskórz26 w stawie – jeden diasek!
Tu go trzymasz, tu nié masz27 – w oczach pewny piasek.
 

SCENA III

Radost, Gustaw.

GUSTAW

 
A co, stryjaszku? – Wszak poprawa wielka?
 

RADOST

 
Gdybym nie widział, nie dałbym był wiary.
 

GUSTAW

 
Tylko coś trochę bruździ mi Anielka.
 

RADOST

 
Już tak za pan brat! – Jakby z jednej pary?
 

GUSTAW

 
Dąsa się na mnie.
 

RADOST

do siebie

 
Anielka! No proszę!
 

GUSTAW

 
Ale im rzadsze, tem większe rozkosze.
Niech mało mówi, a kocha bez miary,
Bo coraz więcej za serce mnie chwyta.
 

RADOST

rozgniewany

 
A ty coraz mniej.
 

GUSTAW

 
Mniej?
 

RADOST

 
Mniej.
 

GUSTAW

 
Czy żart?
 

RADOST

ironicznie

 
Żart, żart.
 

GUSTAW

 
To źle.
 

RADOST

ze wzrastającym gniewem

 
To dobrze.
 

GUSTAW

 
Czemu?
 

RADOST

 
Boś tego wart.
 

GUSTAW

 
Cóżem ja zrobił?
 

RADOST

 
I jeszcze się pyta!
Zmiłuj się, powiedz, czyś duszy chciał ze mnie?
Czy tarantula pogryzła ci pięty,
Że kiedym mrugał i chrząkał daremnie,
Ty w susach, skokach, na wszystko zawzięty,
Tłukłeś, łamałeś – nawet biedną suczkę…
 

GUSTAW

 
Cóż złego? – chciałem pokazać im sztuczkę.
 

RADOST

 
O, ty do sztuczek! Mistrz! Jakby spadł z nieba —
Lecz nie do takich, gdzie zgrabności trzeba.
Kto z wesołości do głupstwa przechodzi,
Może rozśmieszyć, sobie tylko szkodzi;
Lecz kiedy głupstwem chce zabawić kogo,
Krzywdzi go wtenczas i złą idzie drogą.
 

GUSTAW

 
Prawda, stryjaszku, prawda co do joty;
Co to za szczęście, że cię mam przy sobie,
Że zawsze radzisz w tak jasnym sposobie,
Bo nie raz głupstwo byłbym zrobić w stanie.
 

RADOST

wnosząc oczy ku niebu

 
Byłby?
 

GUSTAW

ściskając go

 
Dziękuję, mój stryjaszku złoty,
Za twoją radę, za twoje kazanie,
Wszystko już teraz, jak każesz, tak zrobię.
 

RADOST

prosząc

 
Więc te rozmowy…
 

GUSTAW

 
Ej tam u kaduka!
Już w gardle stoi to wiejskie gdakanie!
 

RADOST

 
O… o… już zły, już.
 

GUSTAW

 
Nazbyt wielka sztuka,
Z miasta przybywszy wiejskie bawić panie.
Wspomnij świat wielki: ho, ho! górne tony.
Mów o rolnictwie: – za cóż to nas trzyma?
Czy nad młot, omłot, innej treści nié ma?
O literaturze: fiu! jaki uczony!
Żartuj: trzpiot z ciebie. Nie żartuj: rozumny.
Bądź wesół: szydzisz. Bądź smutny: pan dumny.
Dosyć, że na wsi nim będziesz poznany
Mów i rób co chcesz, zawsześ wart nagany.
 

RADOST

 
Ale Aniela czy jej także warta?
 

GUSTAW

 
Cóż mam z nią mówić? – Mówiłem o łanach,
Łąkach, strumykach, owcach i baranach,
O czemże jeszcze mam mówić, u czarta?
 

RADOST

 
Kiedy się gniewasz i sadzisz czartami…
Ale cóż w mieście?
 

GUSTAW

 
Nie gadam z pannami.
 

RADOST

 
Panna, niepanna, któż wgląda tak ściśle!
 

GUSTAW

 
Ach, mój stryjaszku, jakżeś się zestarzał.
Gdy nie śmiem wyrzec, co z zapałem myślę,
Sto słów na jedno, będę giął, powtarzał,
Nim mnie powoli do celu przybliży;
Bo myśl jak woda; im ciaśniej, tem wyżéj.
 

RADOST

 
Argument jasny, porównanie piękne.
 

GUSTAW

 
Z panną, sam powiedz, kiedy raz już jęknę:
«Kocham waćpannę», a ona odpowie:
«Kocham waćpana» – jużci po rozmowie.
 

RADOST

 
A jak: «Nie kocham»?
 

GUSTAW

 
Także koniec będzie.
 

RADOST

 
Lecz z tobą końca i diabeł nie dojdzie.
Ale stój, czekaj! Zatrzymaj w pędzie!
Wiesz, jaki zamiar Anieli i Klary?
 

GUSTAW

 
Nie.
 

RADOST

 
Żadna za mąż nie chce i nie pójdzie.
 

GUSTAW

z udanym przestrachem, odprowadzając go na stronę

 
Jak to, stryjaszku? – A, to nie do wiary!
Chcą mężczyzn zgubić, trwać w panieńskiej cnocie?
Może tak wszystkie?
 

RADOST

głaszcząc go pod brodę

 
Oj ty, ty mój trzpiocie!
 

Odchodzi.

GUSTAW

sam po krótkiem milczeniu

 
Ten wzrok oziębły, a miłosne oko,
Westchnienie w piersiach zamknięte głęboko,
Czoło pochmurne, kiedy twarz się śmieje —
Na honor, lubię, kocham się, szaleję!
 

SCENA IV

Aniela, Klara, Gustaw.

Aniela wkrótce siada i haftuje – Gustaw do niej zawsze obraca mowę, znaczna różnica i nagły przechód w jego rozmowie: do Anieli z przymileniem, do Klary uszczypliwie albo z gardzącą obojętnością – Klara mówi szybko i z zapałem często za Anielę – Aniela powoli i łagodnie, jak i w następujących scenach.

GUSTAW

 
Po długiej wojnie zawieszenie broni.
 

ANIELA

 
Pokoju proszę.
 

GUSTAW

 
Któż od niego stroni?
 

KLARA

między niemi

 
Nie każdy godzien.
 

GUSTAW

nie zważając na Klarę

 
Pierwszy więc warunek?
 

KLARA

 
O, nie tak bystro…
 

GUSTAW

 
Wzajemny szacunek.
 

ANIELA

 
I neutralność moja.
 

GUSTAW

 
Być nie może.
Zróbmy zaczepno-odporne przymierze.
 

KLARA

 
Co za wspaniałość!
 

GUSTAW

 
Punkta więc ułożę.
 

ANIELA

 
Żarty!
 

GUSTAW

 
Ja proszę.
 

KLARA

 
Bardzo temu wierzę.
 

GUSTAW

 
Cóż?
 

KLARA

 
Radzę…
 

GUSTAW

 
Błagam.
 

KLARA

na stronie

 
Czy on mnie nie widzi?
 

GUSTAW

 
Wiernie dotrzymam.
 

KLARA

na stronie

 
Czy on ze mnie szydzi?
 

GUSTAW

 
Dwakroć przysięgnę.
 

KLARA

 
Przysięga bez miary,
Kto żebrze wiary.
 

GUSTAW

nie patrząc na nią, obojętnie

 
I żebrak ubogi
Skarb znaleźć może.
 

KLARA

 
Dużo na to drogi.
 

GUSTAW

jak pierwiej

 
Odległość celu nadziei nie zmniejsza.
 

KLARA

 
Trudna to zdobycz.
 

GUSTAW

patrząc jej w oczy z flegmą

 
Lecz skromność trudniejsza.
 

KLARA

z zapałem

 
Wojna więc.
 

GUSTAW

 
Przeciw pani jestem zbrojny.
 

ANIELA

 
Ja trzymam z Klarą.
 

GUSTAW

 
Zazdrościć jej muszę.
 

KLARA

 
A ja z Anielą.
 

GUSTAW

 
Zatem nie ma wojny.
 

KLARA

ze wzrastającym zapałem

 
A to dlaczego?
 

GUSTAW

obojętnie

 
Bo jestem spokojny,
Nie jak mężczyźnie, lecz pannie przystoi.
 

KLARA

z zapałem

 
Nie – otwartości mężczyzna się boi,
Chciałby mgłą zawsze okryć swoją duszę,
By mieć dwa światła i stać między dwiema.
 

GUSTAW

 
Skąd o mężczyznach takie złe mniemanie?
 

KLARA

 
Owszem, pochlebne.
 

GUSTAW

ironicznie

 
Głębokie problema;
Nie mój to rozum rozwiązać go w stanie.
 

KLARA

 
Zwodzić i zdradzać wszak najmilsza sztuka?
Każdy z niej chluby, w niej nagrody szuka:
Im więcej ofiar naliczy, nakłamie,
W tem chwalebniejsze uwieńczy się znamię.
 

GUSTAW

 
Hm: bardzo panią żałuję.
 

KLARA

 
A, bardzo panu dziękuję.
Lecz jeśli łaska, z jakiegoż powodu?
 

GUSTAW

z flegmą

 
Że z tak niewinną duszą, tak za młodu,
Już doświadczyłaś, co jest męska zdrada.
 

KLARA

 
Już doświadczyłam? I któż to powiada?
 

GUSTAW

 
Zdrowy choroby, bogacz nie zna nędzy,
Tak równie zdrady, kto nie był zdradzany.
Z kilku zaś książek czytanych czem prędzej
Rozsądek wzbrania ogólnej nagany.
 

ANIELA

 
Ależ i przykład zostaje w pamięci.
 

GUSTAW

ściągając 28 do Klary

 
O, przykład, przykład dobre i złe mieści,
Ale najczęściej złem nas tylko nęci./ do Klary
Mszcząc zatem krzywdy całej płci niewieściej,
Nadobna Klara poprzysięgła sobie
Nie uszczęśliwić żadnego z czcicieli.
 

KLARA

porywczo

 
Któż to mówił?
 

GUSTAW

z flegmą

 
Kto? Albin.
 

KLARA

jak wyżej

 
W tym sposobie
Pan Gustaw pewnie ze strony Anieli
Podobne śluby wkrótce nam ogłosi:
Każdy się chętnie własną dzieli klęską.
 

GUSTAW

ukrywając urazę z uśmiechem

 
Hm! panna Klara walczy duszą męską,
I zapał, który jej rumieniec wznosi,
Czas amazonek przed oczy nam stawia.
 

KLARA

z zapałem

 
Zapał – jest zapał – ja wiem, co objawia…
I powiem, powiem, sto razy powtórzę:
Iż moja dusza znieść mężczyzn nie może!
Nienawidzić ich moje przedsięwzięcie —
Dwakroć przysięgłam i dochowam święcie.
 

Odchodzi.

SCENA V

Aniela, Gustaw.

GUSTAW

jakby do Klary

 
Dochowam, tak, tak, będziemy widzieli.
Nienawiść! wszystkim i święcie przyrzeka.
 

do Anieli

 
O, nie, tych myśli Aniela nie dzieli.
Bóg to karzący za ciężkie przewiny,
Nienawiść w sercu zaszczepił człowieka;
A twoja dusza z jakiejże przyczyny
Mogłaby ściągnąć cząstkę takiej kary?
Powiedz mi raczej, iż nie dajesz wiary,
Że miłość istnie29, że może być szczera,
Dosyć w tym złego już na ciebie czeka.
Ach, niedowiarstwo są to ostre ciernie;
Z wolna je w bukiet doświadczenie zbiera,
By go starości w końcu oddać wiernie!
Lecz czysta ufność, to młodości kwiecie!
 

ANIELA

 
Co wcześniej, później, wiatr postrąca przecie.
 

GUSTAW

 
Tak, później trochę wietrzyk kwiat pozgania,
A owoc wzrośnie – koniec porównania.
 

Zbliżając krzesło i siadając, po krótkiem milczeniu:

 
Nie zasłużyłem na nienawiść wcale,
Lecz na gniew bardzo.
 

ANIELA

bardzo obojętnie przez całą scenę, robotą zajęta

 
Nie na mój.
 

GUSTAW

 
Twój, pani.
 

ANIELA

 
Nic nie wiem.
 

GUSTAW

 
O, wiesz – lecz przebacz wspaniale
Temu co szczerze własną płochość gani.
 

ANIELA

 
Czemuż z tem do mnie?
 

GUSTAW

 
Ach, jakież pytanie!
O czyjeż więcej mogę ja dbać zdanie?
Zbłądziłem.
 

ANIELA

 
Czy tak?
 

GUSTAW

 
Wyznaję.
 

ANIELA

zawsze obojętnie

 
Więc wierzę.
 

GUSTAW

zbliżając się

 
Przebacz.
 

ANIELA

 
Niech i tak będzie.
 

GUSTAW

całując w rękę

 
Szczerze.
 

ANIELA

 
Szczerze.
 

GUSTAW

 
W nowej więc odtąd postąpię kolei,
Ale tymczasem niech dobroć Anieli
Za gwiazdę szczęścia nadzieję udzieli.
 

ANIELA

 
Żadnej nie czynię.
 

GUSTAW

prosząc

 
Nadzieję nadziei.
 

ANIELA

 
Nie czynię żadnej.
 

GUSTAW

odsuwając się z krzesłem

 
To za ostro było;
 

po krótkiem milczeniu

 
Jestże wiadomy zamiar mego stryja?
 

ANIELA

 
Jest.
 

GUSTAW

 
I że temu matka pani sprzyja?
 

ANIELA

 
Wiem.
 

GUSTAW

 
I to wszystkim najdroższe życzenie
Piękna Aniela nie spełni?
 

ANIELA

 
Nie.
 

GUSTAW

zrywając się

 
Nie?
 

ANIELA

obojętnie

 
Nie.
 

GUSTAW

ironicznie

 
Dość krótko.
 

ANIELA

 
Ale otwarcie.
 

GUSTAW

 
Aż miło.
 

Przeszedłszy się, opiera się o poręcz krzesła, na którem siedział.

 
Czy w rzeczy śluby?…
 

ANIELA

 
Ja nic nie wiem o tem.
 

GUSTAW

 
Nie chcesz iść za mąż?
 

ANIELA

 
Teraz nie.
 

GUSTAW

 
Lecz potem?
 

ANIELA

 
Któż przyszłość zgadnie?
 

GUSTAW

chodząc, z zapałem

 
Czemuż zgadnąć nie ma?
O, zgadnie, zgadnie, bardzo łatwo zgadnie,
Że wkrótce z trzaskiem, turkotem, łoskotem,
Jaki konkurent na dziedziniec wpadnie,
I com dziś nie mógł – on jutro otrzyma;
Wszakże tak będzie?
 

ANIELA

 
Wszystko to być może.
 

GUSTAW

przeszedłszy się – siada i łagodnie mówi

 
Jednak ja małą uwagę przełożę:
Nie chcesz – nie czyń więc nadziei wbrew zdania,
Ale porywczość niech mi jej nie wzbrania.
Ja o to proszę.
 

ANIELA

 
Tego nie rozumiem.
 

GUSTAW

zniecierpliwiony

 
Cóż nie rozumiem? Jak to nie rozumiem? —
Nie chcę rozumieć. —
 

ANIELA

 
A, i to być może.
 

GUSTAW

zrywa się i chodząc

 
«I to być może»? Ha, ha, ha! to śmiesznie!
Wszystko «być może», na honor, uciesznie!
Ja to się, o! ja podobać nie umiem,
Lecz jaki sąsiad, jaki Albin wtóry,
Smętny kochanek, aspirant ponury,
Tysiącznych westchnień nagrodę odbierze.
 

Po krótkiem milczeniu, siadając uspokojony:

 
Jestżem tak przykrym i Anieli także?
 

ANIELA

zawsze obojętnie, nie patrząc na niego

 
Przykrym? Dlaczego?
 

GUSTAW

przysuwając się z krzesłem

 
Nie?
 

ANIELA

 
Nie.
 

GUSTAW

 
Szczerze?
 

ANIELA

 
Szczerze.
 

GUSTAW

przysuwając się z krzesłem

 
Ani się spojrzysz?
 

ANIELA

wznosząc oczy na niego i zaraz spuszczając na robotę

 
I owszem.
 

GUSTAW

 
Tak?
 

ANIELA

 
Jakże?
 

GUSTAW

 
Ach, tak ozięble.
 

ANIELA

 
I jakże inaczej?
 

GUSTAW

z zapałem

 
Gniewaj się na mnie, ach, gniewaj się raczej.
 

ANIELA

 
Gniewać? I za co?
 

GUSTAW

zrywa się i mówi do siebie

 
To nie do zniesienia,
 

chodzi, potem staje przed nią

 
Czy to tak bawi, czy to tak przyjemnie,
Że cierpię tyle?
 

ANIELA

 
Oho! już cierpienia!
 

GUSTAW

 
Alboż nie wierzysz miłości ku tobie?
 

ANIELA

 
Nie wierzę.
 

GUSTAW

siada

 
Żądaj dowodów ode mnie;
Powiedz, co czynić? W jakim bądź sposobie —
Wszystko wypełnię.
 

ANIELA

 
Nie mówić mi o tem.
 

GUSTAW

chce się zerwać, ale się wstrzymuje i przytłumionym ogniem dalej mówi

 
Tak?
 

ANIELA

 
Tak.
 

GUSTAW

 
Mam milczeć?
 

ANIELA

 
Proszę.
 

GUSTAW

 
Długo?
 

ANIELA

 
Zawsze.
 

GUSTAW

zrywając się, ironicznie

 
Nie, nie mogą być rozkazy łaskawsze,
I przyjemniejszym udzielone zwrotem./ chodząc
Kochać i milczeć – przednio! wyśmienicie!
Milczeć i kochać! – I tak całe życie!
 

po krótkiem milczeniu, stając przed nią

 
Skądże wstręt taki? skąd wstrętu przyczyna?
Może go zmniejszę, jeśli moja wina,
Ale ją wyjaw, niechże ją wiem30 przecie.
 

ANIELA

 
Ja wstrętu nie mam do nikogo w świecie.
 

GUSTAW

 
Trudna jest miłość zaraz w pierwszej dobie,
Ale nienawiść niepodobna prawie;
Ja dziś jej celem smutną próbę robię
I nowy przykład oczom twoim stawię.
 

ANIELA

 
Puśćmy w niepamięć ten przedmiot niemiły.
 

GUSTAW

 
Łatwo ci kazać, mnie spełnić nad siły.
 

ze wzrastającym zapałem

 
Słuchaj Anielo, słuchaj tego głosu,
Co ufnie zwierza całą przyszłość losu:
 

Aniela

 
Z otwartą duszą, jak przed bóstwem stoję,
W twem ręku szczęście i nieszczęście moje;
Wznieś je na szali, ale wznoś pomału…
 

zatrzymując odchodzącą

 
Słuchaj, nie żądam mych uczuć podziału,
Prośba nie zjedna, co jest serca darem,
Lecz nie gardź moim, mnie chlubnym zamiarem,
A wszelkich starań, wszelkich sił dołożę,
Których być zdolną szczera miłość może,
Abym to zyskał, czego dziś nie mogę;
Lecz wskaż, Anielo, wskaż zbawienną drogę!..
 

zatrzymując ją

 
Jak to? Bez słowa odchodzisz ode mnie?
 

zatrzymując i z zapałem

 
Tej więc, do której zawsze nadaremnie
Każdy w nieszczęściu słuszne prawo rości,
 

klękając

 
Patrz, u nóg twoich błagam twej… litości!
 

Aniela odchodzi w prawe drzwi w głębi, Gustaw zostaje w tem położeniu, obrócony ku parterowi kiwa głową, jakby mówił: „proszę ja kogo!” – wstaje za pierwszem słowem Klary.

SCENA VI

Gustaw, Klara z lewych drzwi.

KLARA

 
A to co znaczy? Czy dziękczynne modły?
Czy też pokuta za śmiałe nadzieje?
 

GUSTAW

 
Bystre domysły tym razem zawiodły:
Sprzykrzyło mi się ciągle chodzić, siedzieć,
I kląkłem.
 

KLARA

 
Nie, nie, ja wiem, co się dzieje
I będę mogła dokładnie powiedzieć.
Melancholicznych wejrzeń nie widziano.
Sentymentalnych westchnień nie zważano,
Słów nie słuchano – cóż więc pozostało? —
Do nóg – miłość lub śmierć! – Lecz wypadało
Mieć w ręku szpadę, sztylet, nóż stołowy,
Albo nareszcie mordercze nożyczki!/ śmieje się
I cóż? stoimy – bez czucia, bez mowy?
Jak to, i wszystko od pierwszej potyczki?
Ach, to zwycięstwo tak łatwe prawdziwie,
Że się nie cieszę, lecz łatwości dziwię.
 

GUSTAW

 
Kołczan już próżny, zatem żart na stronę,
Ach! panno Klaro, widzisz mnie w rozpaczy!
 

KLARA

 
O, znajdę jeszcze pocisk na obronę.
Ale bez żartu, cóż ta zmiana znaczy?
Jestże to może snu rannego skutek,
Albo dowcipu nagłe przesilenie?
 

GUSTAW

 
Nadto głęboki czuję w sercu smutek,
Nadto bezstronnie moje błędy cenię,
Abym mógł zwracać dowcipne pociski.
Cel moich życzeń, któregom był bliski,
Teraz, niestety, prawie z oczu tracę,
A najboleśniej to rozdrażnia duszę,
Że własną winę własnem szczęściem płacę,
I że zbyt słusznie, jeszcze przyznać muszę.
Zatem czy zganisz lekkomyślność moją,
Z którąm nadziei zaufał bez miary;
Czy nazwiesz głupstwem, co przez płochość broję.
Czy brak grzeczności uznasz godnym kary,
Jak chcesz mnie skarcisz, w jakim bądź sposobie,
Zawsze mniej powiesz, niźli ja sam sobie!
 

KLARA

z udaną pokorą

 
Wyższości mężczyzn nad zdanie kobiety
Nadto przed chwilą doznałam, niestety!
Bym teraz śmiała sprzeczać się zuchwale.
Zwłaszcza gdzie skromnie na rozsądku szalę
Męska wspaniałość własne błędy składa,
Tam mnie powtarzać lub milczeć wypada.
Lecz szczera skrucha i te chlubne żale
Z jakiejże wielkiej pochodzą przewiny?
 

GUSTAW

 
Ach, panno Klaro, poznałem Anielę.
 

KLARA

 
Dotąd rozpaczy nie widzę przyczyny.
 

GUSTAW

 
Poznawszy, widzę, jak błądziłem wiele.
 

KLARA

domyślając się

 
Aha! pan Gustaw zapewne ją kocha?
 

GUSTAW

 
Ubóstwia, powiedz, a powiesz za mało.
 

KLARA

z zastanowieniem

 
Hm! nie jestże to skłonność płocha?
 

GUSTAW

 
Miłość najczystsza, jaką niebo dało!
 

KLARA

 
Ależ ta miłość, będzież ona stała?
 

GUSTAW

 
Z życiem trwać będzie, z życiem tylko zgaśnie.
 

KLARA

 
I pewnie wierzyć Anielka nie chciała?
 

GUSTAW

 
Nie chce i słuchać – stąd to rozpacz właśnie.
 

KLARA

po krótkiem milczeniu

 
To źle – ale mnie słuchałaby może?
 

GUSTAW

 
Co miłość nie śmie, to przyjaźń określi.
 

KLARA

 
Gdy jej poprawę i ten żal przełożę…
 

GUSTAW

 
Ach, panno Klaro, zgadłaś moje myśli.
 

KLARA

 
Powiem jej, jakim pan Gustaw był wprzódy.
 

GUSTAW

 
Mocnych farb użyj, nie szczędź mi nagany.
 

KLARA

 
Że był wesoły, jak to zwykle młody…
 

GUSTAW

sens kończąc

 
Trzpiot, lekkomyślny, płochy, roztrzepany…
 

KLARA

sens kończąc i jeszcze prędzej

 
Próżny, zły, dumny, zakochany w sobie…
 

GUSTAW

reflektuje

 
To trochę nadto – to będzie za wiele.
 

KLARA

mimo siebie w coraz większy zapał wpadając

 
Że wiejskie dziecię widział w jej osobie…
 

GUSTAW

jak wprzódy

 
To trochę dużo…
 

KLARA

 
Że mniemał w swej dumie,
Iż grzeczność na wsi godna pośmiewiska…
 

GUSTAW

 
To bardzo dużo....
 

KLARA

 
Że brak na rozumie…
 

GUSTAW

 
Hola! to nadto; obraz zakazany!
 

KLARA

z zapału nagle w łagodność przechodząc z uśmiechem

 
Mocnych farb biorę, nie szczędzę nagany. —
Ale jej powiem zaraz z drugiej strony:
Że się poprawił, kto się uznał w błędzie,
Że miłość szczera, którą uniesiony,
Im wolniej wzrosła, tem wytrwalszą będzie;
Że jeśli jeszcze nie jest jej wzajemną,
Winna przynajmniej wynagradzać wiarą.
 

GUSTAW

 
Ach, tak, tak wszystko, moja panno Klaro!
Czytasz w mem sercu, myślisz razem ze mną.
 

KLARA

parskając śmiechem

 
Ha, ha, ha! dłużej wytrzymać nie mogę!
Ha, ha, ha! moja panno Klaro! Moja!
Ha, ha, ha! przednio! Znalazłam więc drogę,
Oręż wypada, pęka twarda zbroja. —
 

serio

 
I czegoż męska przebiegłość zastrasza?
Niech straszy raczej własna słabość nasza,
Bo, kto nie zechce, ten tylko nie przyzna,
 

stosując do Gustawa

 
Że do zwalczenia nietrudny mężczyzna.
Ufaj mu szczerze, a w postaci męża
Ujrzysz zwinnego, zjadliwego węża.
Uprzyj się woli, chciej mieć własne zdanie —
Lwem rozdrażnionym, tygrysem się stanie.
Ale znaleź31 wtór do jego piosneczki,
Jak zwyciężona wychodź z każdej sprzeczki;
W jego rozumu kręć się zawsze kole,
A na jedwabiu wywiedziesz go w pole —
Jeśli się mylę, to próbka dzisiejsza
Mego mniemania zupełnie nie zmniejsza.
Co wyraziwszy szeroko i długo,
 

z niskim ukłonem

 
Mam honor zostać uniżoną sługą!
 

Odchodzi we drzwi prawe boczne.

SCENA VII

Gustaw sam.

Od czasu, jak Klara się roześmiała, stał jak wryty, teraz po krótkiem milczeniu:

 
Hm, hm, hm! czy tak, tak? – Że kocham szczerze,
Idę otwarcie, otwartości wierzę,
Takżem spadł nisko? – Hola, jaszczureczko!
Ostry rozumek, ostre twe słóweczko,
Ale mnie w parę z Albinem nie poda.
Uczysz mnie zwodzić? Chcesz wybiegów? – zgoda.
 

Chodzi zamyślony; po krótkiem milczeniu:

 
Aniela dobra, ale uprzedzona —
Co ufność nie chce, niech dobroć dokona.
Romans ułożę – jej zrobię zwierzenie —
Na czas kochankę w przyjaciółkę zmienię,
Zyszczę32 jej litość i wezmę obrony.
 

po krótkiem milczeniu

 
Łączy dwa serca sekret podzielony, —
Tak wzbudzę czucie miłości obrazem,
Zwrócę ku sobie i ustalę razem. —
 

Chodzi w głębokiem zamyśleniu – scena niema, w której widać, że roztrząsa plan jakiś – siada, zrywa się, chodzi, staje, – nareszcie stojąc czas jakiś w miejscu zamyślony, z nadzwyczajną szybkością daje bieg jakby dotąd zatrzymanym słowom, ledwie ujrzał Albina – który, zdziwiony, czas jakiś zostaje we drzwiach, dopiero później zbliża się powoli.

SCENA VIII

Gustaw, Albin.

GUSTAW

 
Otóż to, to jest przyczyna,
To powód wszystkiego złego!
Chodzi, łazi cień Albina,
Płacze diabli wiedzą czego!
Pięćdziesiąt lat jęczy, szlocha.
Teraz każda myśleć będzie,
Że to tak się miłość przędzie,
Niby wiekiem życie człeka,
Aby wzdychać mógł pół wieka!
Już łzy lejąc w dzień i w nocy,
Sam się zmienisz we fontannę,
A tymczasem bez pomocy
Ja mam znosić twoją pannę?
Nie kochaj ją tak poddanie,
A wzajemną ci się stanie;
Nie daj władać, rządzić sobą,
A rząd tobie sama przyzna;
Nie nudź płaczem i żałobą,
A zwyciężysz jak mężczyzna.
Inaczej myślą wariaci. —
Bądź zdrów!/ odchodząc, ciszej
Niech cię wszyscy kaci…
 

wracając

 
Gdzie poszła?
 

ALBIN

 
Ach, kto?
 

GUSTAW

wzruszając ramionami

 
Tego nawet nie wie!
 

Odchodzi za Anielą.

ALBIN

sam

 
I jemu teraz szkodzę – w srogim gniewie,
Gdzież mam wylać łzy moje, gdzie podziać westchnienie?
Pałam lat dwa, lat dziesięć – jeszcze się nie zmienię.
Niechaj, tylko na chwilę, na cząsteczkę chwili,
Klara patrząc się na mnie, choć trochę zakwili.
 

SCENA IX

Albin, Klara.

ALBIN

 
Nigdyż, Klaro, nie przyjdzie chwila wypłakana,
Kiedy balsam otrzyma sroga serca rana?
 

KLARA

 
Otrzymać może, ale nie ode mnie.
 

ALBIN

 
Ja kocham.
 

KLARA

 
Ja wiem.
 

ALBIN

 
Zaczekam.
 

KLARA

 
Daremnie.
 

ALBIN

 
Błagam.
 

KLARA

 
Dość tego.
 

ALBIN

 
Okrutna!
 

KLARA

 
Być może.
 

ALBIN

 
Obym mógł przestać kochać!
 

KLARA

Kłębek upada; Albin goni i podnosi.

 
Daj to Boże,
Żeby raz jeden wypadł kłębek z dłoni,
A waćpan za nim byłeś w pogoni;
Żeby raz chustka padła ze stolika,
A waćpan za nią nie leżał na ziemi;
Żebym raz chciała nożyczek, nożyka,
Waćpan nie szukał, nie latał za niemi;
Żebym raz mogła jeden kichnąć skrycie,
Nie słysząc wróżby na stoletnie33 życie!
Nie, to prawdziwie już nie do zniesienia!
 

ALBIN

 
Jeśli pragnę uprzedzać wszystkie twe życzenia,
Jeślibym całe życie chciał poświęcić tobie,
Przypisz to mej miłości i swojej osobie.
Ale żem nie mógł zmiękczyć serce nazbyt harde,
Powiedz, Klaro, czym przeto zasłużył na wzgardę?
 

KLARA

 
Nie, na wzgardę nie, ja tego nie mówię.
 

ALBIN

 
Ach, jeżeli nie wzgarda, jakże się to zowie?
 

KLARA

 
Przykre mi często są jego cierpienia.
Że szczere, wierzę, lecz to nic nie zmienia.
Na głos mężczyzny Klara ucha nié ma,
Nienawiść wszystkim przyrzekła, dotrzyma.
 

ALBIN

 
Ach, a w tej nienawiści moja część niemała.
 

KLARA

 
Nie największa.
 

ALBIN

 
Ach, Klaro, gdybyś pojąć chciała,
Co się na twe wejrzenie w mojej duszy dzieje,
Pewnie byś serca mego ziściła nadzieje.
 

KLARA

 
Pewnie bym nie ziściła.
 

ALBIN

 
Nigdy?
 

KLARA

 
Dość już, proszę.
 

ALBIN

 
Okrutna! Tem słowem śmierć…
 

KLARA

śmiejąc się

 
Ach, śmierć, śmierć przynoszę!
 

ALBIN

 
Wkrótce tej nowej chluby świat ci pozazdrości.
 

KLARA

 
Żaden mężczyzna dotąd nie umarł z miłości.
 

ALBIN

 
Bo żaden nie mógł, ale niejeden chciał szczerze.
 

KLARA

 
Chęć więc za skutek trzeba wziąć w tej mierze.
Obchodząc zatem śmierć pana Albina,
Moja żałoba od dziś się zaczyna.
 

ALBIN

 
Ach, dobrześ, widzę, radził, szczęśliwy Gustawie!
 

KLARA

ironicznie

 
Cóż radca stanu poradził łaskawie?
 

ALBIN

Albin powoli, Klara mówi prędko.

 
Nie kochaj, rzekł, tak czule, a będziesz kochany.
 

KLARA

 
Nie kochaj! Proszę, już mu na zawadzie,
Że ktoś jest wierny i w tem szczęście kładzie;
Już go to korci, już by chciał odmiany.
 

ALBIN

 
Dwa lata wzdychasz, płaczesz, a sam nie wiesz czego.
 

KLARA

 
A sam, sam nie wiesz!… słyszał kto co podobnego?
 

ALBIN

 
Każda już zechce zadać tak długą pokutę. —
 

KLARA

 
A on chce dobę, godzinę, minutę?
 

ALBIN

 
Nie daj jej sobą rządzić…
 

KLARA

 
Nie daj rządzić! brawo!
Nie daj! no proszę, to mi piękne prawo!
 

ALBIN

 
A ty nią rządzić będziesz…
 

KLARA

 
Co, co? Będziesz rządzić?
A zaraz rządzić, zaraz rządzić chcecie;
Jakże tu ma być porządek na świecie?
Jak? – Kiedy jeden stu nauczy błądzić,
A pierwsze słowo: «Nie daj sobą rządzić»!
 

ALBIN

 
Jednak słuchać go nie chcę – co każesz, to zrobię.
 

KLARA

do siebie

 
To radca! To profesor!
 

ALBIN

zbliżając się czule

 
Cóż zrobić?
 

KLARA

 
Pójść sobie.
 

Albin ukłoniwszy się, wzdycha ciężko i odchodzi.

KLARA

sama

 
Gadaj – gada, milcz – milczy, idź – idzie, stój – stoi;
A niechże się sprzeciwi, niech się Boga boi!
Bo ta uległość mimo woli, zdania,
I nienawidzić, i kochać go wzbrania.
 

AKT III

SCENA I

Aniela, Gustaw.

GUSTAW

wchodząc za Anielą ze drzwi prawych

 
Anielo! jedno, już ostatnie słowo.
 

ANIELA

 
Ach, tym ostatnim dzisiaj końca nie ma.
Lecz, by ich nadal nie wszczynać na nowo,
Chcę raz ostatni teraz wyznać szczerze:
Że kiedykolwiek, i każdy w tej mierze,
Taką odpowiedź niemylnie otrzyma,
Jaką pan Gustaw dziś ode mnie bierze.
Przedsięwzięciu więc, nie swojej osobie
Przypisać całą nieprzyjemność proszę.
Lecz gdy działając w otwartym sposobie,
Niejaką może osłodę przynoszę,
Chcę się spodziewać, że moje wyznanie
Ściśle tajemnem dla wszystkich zostanie,
Ponieważ czynię wbrew rozkazu matki,
Która rozumie, że choć znaczne siatki,
Jednak usidlić kiedyś z czasem mogą.
Słowem, mój zamiar zakazała głosić,
Muszę cierpliwie oświadczenie znosić,
Muszę wprzód poznać, nim odprawię kogo.
 

GUSTAW

 
Równie więc prostą i ja pójdę drogą!
I ja pomimo Radosta rozkazu,
Serce ci moje odsłonię do razu:
Kocham…
 

ANIELA

 
Ach, jużem tylekroć słyszała!…
 

GUSTAW

 
Ależ mi pozwól: – nie ciebie, Anielo.
 

po krótkiem milczeniu

 
Gdy nas chęci przeciwne nie dzielą,
W tobie nadzieja teraz moja cała.
Dziwisz się? – wierzę – lecz tak jest w istocie.
Stryj, który ojca zastąpił sierocie,
Który mym losem od kolebki prawie
Ciągle się dotąd zajmował łaskawie,
Żądał na koniec nagrody ode mnie,
Lecz jakiej, przebóg! – Prośby, łzy, błagania,
Co tylko serce do litości skłania,
Wszystkiegom użył, wszystko nadaremnie;
I w końcu przyrzec stryjowi musiałem,
Wszelkiem staraniem zyskać rękę twoję.
Lecz kiedy dzisiaj z upornym zapałem
Miłość głosiły drżące usta moje,
Ach, mamże wyznać, czy ciebie nie wzruszy,
Bałem się skrycie i truchlałem w duszy.
 

ANIELA

 
Jak to? Ze strachu?
 

GUSTAW

 
Ach, tak jest, niestety!
I wdzięki twoje i twoje zalety,
Których ukrywam krocie w każdej dobie,
Których nie widzieć wolno tylko tobie,
Co jak powabem, tak szczęściem być mogą,
Mnie, mnie jednego napełniały trwogą.
Zyskać twój uśmiech, przyjazne wejrzenie,
Obudzić w sercu najpierwsze westchnienie,
Nie chlubą, szczęściem – niebem nazwać muszę,
Jednak trwożyło nie moją już duszę.
 

ANIELA

 
Miłość to zatem ku innej osobie?
 

GUSTAW

 
A cóżby mogło bronić przeciw tobie?
Kochałem wtedy, kiedym ciebie poznał!
Stąd to dwuznaczne me postępowanie
Podpadło waszej tajemnej naganie.
Czułem jej słuszność i boleśniem doznał,
Że choć bez winy, jestem jednak winny!
Lecz sama powiedz, byłże środek inny?
 

ANIELA

 
Ja tylko śmiało to powiedzieć mogę,
Że w tym zamęcie jedną widzę drogę:
Wyznać stryjowi…
 

GUSTAW

 
Ach, ileż to razy
Do nóg rzucony i ze łzami w oku,
Wszystko wyznając, błagałem wyroku!
 

ANIELA

 
Cóż mówi na to?
 

GUSTAW

 
Powtarza rozkazy:
Ty masz, niestety, zostać moją żoną.
Którą mniej zamiar, więcej wstręt oddala,
A zaś kochankę sercem poślubioną
Nawet przed sobą wspomnieć nie dozwala.
 

ANIELA

 
Dlaczego?
 

GUSTAW

 
Długiej trzeba by rozprawy,
Lecz krotko mówiąc, dla odwiecznej sprawy
I pojedynku co ze sobą mieli
Mój stryj i ojciec Anieli.
 

ANIELA

 
Anieli?
 

GUSTAW

 
Imię stosowne jedno macie obie,
Którego odgłos bijąc w serce moje,
Budzi swym wdziękiem lube niepokoje.
Stąd jakiś pociąg zaraz w pierwszej dobie,
Jakby ku siostrze, uczułem ku tobie.
 

ANIELA

 
Dziwnie!
 

GUSTAW

 
O, gdyby ja tylko kochałem34,
A męki moim tylko były działem!
Ale czuć zawsze, że każde szarpnięcie
Echem bolesnem powtarza się skrycie
W drugiej istocie, droższej nam nad życie,
To wszelkich cierpień przechodzi pojęcie!
To przeciw sobie zwraca własną rękę,
By zgasić czucie i wzajemną mękę!
 

ANIELA

przestraszona prawie aż do płaczu

 
Panie Gustawie!… co to jest… o Boże!
Zabić się, zabić!… to bardzo nieładnie,
To grzech, wielki grzech; kto w niego popadnie,
Na tamtym świecie wiecznie cierpieć może.
 

GUSTAW

szybka rozmowa

 
Ratuj mnie.
 

ANIELA

z pośpiechem

 
Będę, będę, lecz czy mogę?
 

GUSTAW

 
Możesz.
 

ANIELA

jak wyżej

 
O śmierci nie będę słyszała?
 

GUSTAW

 
Nie.
 

ANIELA

 
Ja się jeszcze dotąd trzęsę cała.
 

GUSTAW

 
Chcesz więc?
 

ANIELA

 
Ale jak?
 

GUSTAW

 
Ja ci wskażę drogę:
Wstaw się do matki…
 

ANIELA

 
Dobrze, ja się wstawię.
 

GUSTAW

 
Niech mi przebaczy.
 

ANIELA

 
O, przebaczy pewnie.
 

GUSTAW

 
Proś!
 

ANIELA

 
Będę prosić, błagać, płakać rzewnie,
Aż mi przyrzeknie pomagać w tej sprawie.
Lecz nie rozpaczaj, mój panie Gustawie.
 

GUSTAW

 
W twojem więc ręku szczęście, życie moje.
 

ANIELA

 
W mojem? – Dla Boga!
 

GUSTAW

 
Matka uproszona…
 

ANIELA

 
Ach będzie, będzie, tego się nie boję.
Lecz koniec końców, cóż potrafi ona?
 

GUSTAW

 
Stryja przebłaga.
 

ANIELA

radośnie

 
Prawda! Wyśmienicie!
Biegnę bez zwłoki, tu idzie o życie.
 

GUSTAW

 
Przebóg! Nie teraz – miałaby przyczynę
Oskarżać stryja o zbyt wielką winę,
Że twą spokojność, nawet przyszłość całą,
Chcąc mnie powierzyć, narażał zbyt śmiało.
To by ich przyjaźń niemylnie zerwało,
A ja nieszczęsny, cel gniewu stron obu,
Cóż bym mógł zrobić, jak wstąpić do grobu!
 

ANIELA

 
Ach, cóż więc czynić?
 

GUSTAW

 
Chcesz mi pomóc?
 

ANIELA

 
Chętnie.
 

GUSTAW

 
Zostańmy zatem tak jak do tej chwili:
Ja niby zawsze zakochany w tobie,
Ty na tę miłość patrząc obojętnie!
A później, gdy nas już będą naglili,
Głośne, wyraźne oświadczenie zrobię.
Ty mi odmówisz w podobnym sposobie;
Tym zwrotem twoją matkę to nie zdziwi,
A mój stryjaszek choć się nieco skrzywi,
Brak posłuszeństwa zarzucać nie będzie.
Wtedy dopiero wzywam twej obrony,
Przebłagasz matkę, oświecisz w tym względzie.
 

ANIELA

 
Rozumiem, dobrze.
 

GUSTAW

całuje w rękę

 
Więc bez nienawiści?
 

ANIELA

 
Będę się cieszyć, jak się nasz plan ziści.
 

GUSTAW

 
Pamiętaj zawsze, postępując śmiele,
Ile ci ufam, jak zwierzyłem wiele;
Jeśli opuścisz w tej smutnej potrzebie,
Ja w świecie nie mam nikogo prócz ciebie.
W tobie jedyna opieka, obrona.
Bez ciebie szczęścia nadzieja stracona.
O, niech z twej ręki Anielę otrzymam,
A dosyć czucia, dosyć życia nié mam,
Bym mógł odwdzięczyć dobro mi nadane,
Com go niegodny, lecz godnym się stanę.
 

Całuje ją w rękę z uczuciem – przy ostatnim wierszu wszedłszy Radost, niewidziany, daje brawo, klaszcząc w ręce.

SCENA II

Aniela, Gustaw, Radost.

ANIELA

 
Słyszał.
 

GUSTAW

 
Co? Słyszał?
 

RADOST

 
Brawo, dzieci, brawo!
 

GUSTAW

rzucając się na kolana przed Radostem

 
Przebacz mi, stryju!
 

RADOST

cofając się zadziwiony

 
A! A to co znaczy?
 

GUSTAW

posuwając się za nim, cicho

 
Kiedyś już słyszał, łajże mnie, a żwawo.
 

RADOST

 
Guciu!
 

GUSTAW

cicho

 
Gniewaj się./ głośno/
Lituj się rozpaczy!
 

w tył się skłaniając, jakby odtrącony

 
Niech mnie twa ręka srodze nie odpycha!
cicho/ A gniewajże się, stryjaszku, do licha!
 

RADOST

 
Słuchaj no, trzpiocie.
 

GUSTAW

cicho

 
Lepiej, to za mało.
 

RADOST

 
Czyś ty oszalał?
 

GUSTAW

cicho

 
Dobrze./ głośno/
Już się stało!
 

RADOST

 
Tego już nadto!
 

GUSTAW

głośno

 
Wszystko jej wyznałem, / cicho
A nuże teraz! Z największym zapałem.
 

RADOST

 
A do stu katów!
 

GUSTAW

cicho

 
To, to, to!
 

RADOST

 
Drwisz sobie!
 

GUSTAW

głośno, tragicznie

 
Stryju mój, stryju! Chcesz mnie widzieć w grobie.
 

RADOST

rozgniewany

 
Dosyć tych żartów, dosyć już, mój panie;
Rób sobie, co chcesz, niech się co chce stanie,
Ja szalonemu nie chcę szukać żony./ odchodząc
A to waryjat35, wyraźnie szalony!
 

SCENA III

Aniela, Gustaw.

ANIELA

niespokojnie

 
Cóż teraz będzie?
 

GUSTAW

do siebie

 
Ścierpły mi kolana.
 

ANIELA

 
Nie dał się zmiękczyć.
 

GUSTAW

 
To rzecz niesłychana.
 

ANIELA

 
Może nie słyszał.
 

GUSTAW

 
Jak to, może?
 

ANIELA

 
Może.
 

GUSTAW

 
Samaś mówiła.
 

ANIELA

 
Nie, jam się pytała.
 

GUSTAW

 
Więc bez potrzeby ta utarczka cała,
I w najmniej dobrej wyprawiona porze,
Bo że nie słyszał, jestem pewny prawie,
Lecz o co idzie, łatwo teraz zgadnie.
 

ANIELA

 
Wszystko zerwane niewczesnym zapałem.
 

GUSTAW

 
Tak mnie znienacka i tak podszedł zdradnie!
 

ANIELA

chodząc niespokojnie

 
Cóż ja nieszczęsna pomogę w tej sprawie!
 

GUSTAW

na stronie

 
Mojego planu powierzyć nie chciałem.
 

ANIELA

jak wyżej

 
Jakże też można w porywczym zapędzie
Zniszczyć od razu, cośmy przedsięwzięli!
Biedna Aniela ileż cierpieć będzie!
 

GUSTAW

biorąc ją za rękę

 
Jakże nie kochać tej lubej Anieli?
 

ANIELA

 
Kochać ją trzeba.
 

GUSTAW

 
Poprzysięgłem sobie.
 

ANIELA

 
Ach! chętnie wierzę.
 

GUSTAW

 
W tem moje życzenie.
Sama więc widzisz: w tobie, tylko w tobie
Pomoc mam jedną, a wszystkie nadzieje.
 

ANIELA

 
Cóż ja pomogę i cóż ja odmienię?
Radost, tak dobry, dziś zemstą goreje.
 

GUSTAW

 
Jeśli nie słyszał, wszystko ja naprawię.
 

ANIELA

 
Nie trać więc czasu, idź, panie Gustawie.
 

GUSTAW

 
Ty zaś unikaj wszelkiej z nim rozmowy.
Ale się staraj, abyśmy po chwili,
Dla dalszej jeszcze w tym względzie umowy,
Znowu sam na sam tu ze sobą byli.
 

biorąc za rękę

 
I obyś zawsze, ciągle pamiętała,
Że w twojem ręku moja przyszłość cała,
A nawet więcej: i szczęście Anieli,
Z którą już w świecie nic mnie nie rozdzieli.
 

Całuje ją kilka razy w rękę, idzie ku drzwiom swojego pokoju, a obejrzawszy się, w inne drzwi odchodzi.

SCENA IV

Aniela sama.

Chodzi zamyślona, potem siada, opierając głowę na ręku.

 
Dziwnie – i dziwnie! Brzmią mi jeszcze uszy
Słowami, dotąd nieznanemi duszy.
Jak on ją kocha! I pewnie nie zwodzi:
Wszystko, co powie, wzrok jasny dowodzi.
On z nią szczęśliwy, ona z nim szczęśliwa,
I na czemże im, na czem jeszcze zbywa?
Jednego słowa do szczęścia im trzeba,
A do jakiego, do jakiego nieba!
Ufają sobie, kochają się szczerze;
Jestżem szczęśliwa, że w miłość nie wierzę?
Jednak ta miłość jest, trwa dowiedziona…
O Boże, serca nie czuję śród łona.
 

SCENA V

Aniela, Klara.

KLARA

 
Czegóż tak dumasz? Piszesz dzieło może?
 

ANIELA

 
Ach, Klaro, Klaro, żebyś ty wiedziała!…
Lecz twoja przyjaźń zdradzić nas nie może,
Wszystko ci powiem – krótko więc – rzecz cała:
Gustaw już nie mnie, lecz kocha Anielę.
 

KLARA

 
Kogo?
 

ANIELA

 
Anielę; ale Radost broni;
To wielki sekret, nie wydaj, dla Boga.
 

KLARA

 
Ależ nic nie wiem.
 

ANIELA

 
Bo to już za wiele.
 

KLARA

 
Co?
 

ANIELA

 
Ta zawziętość, nienawiść zbyt sroga.
 

KLARA

ze wzrastającą niecierpliwością

 
Czyja?
 

ANIELA

 
Radosta.
 

KLARA

 
I do kogo?
 

ANIELA

 
Do niej.
 

KLARA

 
Ależ…
 

ANIELA

 
Nie dręcz się obawą daremną;
Gustaw się wcale nie chce żenić ze mną.
 

KLARA

 
To źle, mężczyzna powinien chcieć zawsze,
Ażeby poznał, jak kobiety gardzą,
Zwłaszcza ten Gustaw, co to uczy rządzić.
 

ANIELA

 
On i tak biedny!
 

KLARA

ironicznie

 
Biedny?
 

ANIELA

 
Musiał błądzić.
 

KLARA

 
Wzbudził więc, widzę, uczucia łaskawsze.
 

ANIELA

 
Ja wszystkich mężczyzn nienawidzę bardzo,
Ależ on swój los w moje ręce składa:
Bronić go muszę.
 

KLARA

 
Tak? I bronić rada.
 

ANIELA

 
Rada nie rada, zdradzić go nie mogę.
 

KLARA

 
Zdradź go, zdradź, moja duszko! Zdradź sułtana.
 

ANIELA

 
Nigdy, przenigdy!
 

KLARA

 
Ja tobie pomogę.
 

ANIELA

 
A taż Aniela tak szczerze kochana?
 

KLARA

 
Znowu nic nie wiem.
 

ANIELA

 
Wszystko ci wyjaśnię.
 

KLARA

ciekawie

 
Mówże.
 

ANIELA

 
Gdzie mama?
 

KLARA

 
Wołała cię właśnie.
 

ANIELA

 
Ona tak dobra, i jej wszystko zwierzę.
Jej tylko jeszcze, a więcej nikomu.
 

KLARA

 
Moja Anielko, niech cię Pan Bóg strzeże,
Byś z męskich sideł nie poniosła sromu;
Ja twą nienawiść już słabnącą widzę.
 

ANIELA

 
O, jak cię kocham, ja ich nienawidzę.
 

RADOST

wchodząc, do odchodzących

 
Panno Anielo!/ Aniela
Ależ… panno… proszę…/ wracając
Hm, hm! spłoszone – coś tu znać Gustawa
Gotówbym przysiąc, że to jego sprawa.
Oj Guciu, Guciu! Kiedyś ja przepłoszę!
 

Gustaw wchodzi jednemi w głębi będącemi drzwiami, a zobaczywszy Radosta, nucąc w drugie odchodzi.

RADOST

goniąc za nim

 
Czekaj no, czekaj!
 

Wybiega za drzwi.

SCENA VI

Radost, Gustaw.

RADOST

prowadząc Gustawa

 
Chodź, chodź, mam cię ptaszku.
 

patrząc mu w oczy, po krótkiem milczeniu

 
Co to znaczyło to: przebacz, stryjaszku?
 

GUSTAW

 
To tak.
 

RADOST

 
Jak to, tak?
 

GUSTAW

 
Ot tak!
 

RADOST

 
Co to znaczy:
Ot tak?
 

GUSTAW

 
Niby – nic.
 

RADOST

 
Nic?
 

GUSTAW

 
Nic.
 

RADOST

 
To nic nie było:
Przebacz, stryjaszku, zlituj się rozpaczy.
 

GUSTAW

szybko

 
Ach, to rzecz jasna: w miłości niemiło,
Kiedy się czasem (bo któż to zaprzeczy?)
Kłótnia lub sprzeczka, albo z innej rzeczy,
W potęgę czucia moc niby mająca,
Sama od siebie walczy lub portąca,
Stąd koniec końców, kres wszystkich igraszek —
No, to rzecz jasna – rozumie stryjaszek?
 

Chce odejść.

RADOST

zatrzymując go

 
Ale czekaj no – ja nic nie rozumiem.
 

GUSTAW

 
A ja wyraźniej powiedzieć nie umiem.
 

RADOST

 
Czegożeś klęczał jakby do pacierzy?
 

GUSTAW

z udanym zapałem chodząc

 
To mi stryjaszek nie wierzy? Nie wierzy?
Kiedy tak – dobrze – dobrze – wiem co zrobię —
Każę zajechać i pojadę sobie.
Janie! hej!
 

RADOST

chodząc za nim i głaszcząc po ramieniu

 
No, no, Guciu, Guciuniu mój!
 

GUSTAW

zawsze chodząc w udanym gniewie

 
Kiedy ja mówię!…
 

RADOST

jak wyżej

 
Już, już, już stój no, stój.
 

GUSTAW

 
Ja się tłumaczę dobrze, jasno, szczerze.
 

RADOST

 
Już, już rozumiem, już wszystkiemu wierzę,
 

do siebie

 
A to saletra! Skra, ogień, płomienie!
 

GUSTAW

rzucając mu się na szyję

 
Luby stryjaszku!
 

RADOST

ściskając go

 
Ach, Guciu mój luby,/ płaczliwie
Nie słuchasz rady.
 

GUSTAW

 
I słucham, i cenię
A co wykonam, godne będzie chluby.
 

RADOST

 
Lecz czemu Klara…
 

GUSTAW

 
Ach, Klara, ta Klara,
To jest prawdziwie boska na mnie kara.
Wszędzie jej pełno, we wszystkiem zawadzi:
Przy tem zawzięte, jak kogucik młody,
Kikiki zawsze,/ pokazując/
a tak w górę sadzi!
I wiesz, stryjaszku, dla powszechnej zgody,
Wiesz co?
 

RADOST

 
Na przyklad?
 

GUSTAW

 
Żeń się z nią.
 

RADOST

 
Szalony!
 

GUSTAW

 
Zrób mi tę grzeczność.
 

RADOST

 
Pomysł godny głowy.
 

GUSTAW

 
Bardzo mi bruździ.
 

RADOST

wzruszając ramionami

 
Dlatego ja stary?…
Bruździć nie będzie, nie bruźdź ty z twej strony.
Na cóż Albina przez jakieś namowy
Chcesz jej zbuntować?
 

GUSTAW

 
On już zbuntowany.
 

RADOST

 
Jak to?
 

GUSTAW

 
W Anieli jak kot zakochany.
 

RADOST

 
Kto? Albin?
 

GUSTAW

 
Albin.
 

RADOST

 
A to nie do wiary.
 

GUSTAW

 
Tak, tak ją kocha, ledwie że nie skona;
Nie ma gadania, to rzecz dowiedziona.
 

RADOST

 
Albin, ten Albin!
 

GUSTAW

 
O, nie wszystko złoto,
Co się nam świeci – o, to sztuczka płocha:
Jednej przysięga, a w drugiej się kocha.
 

RADOST

 
Ale z Anielą jakże idzie tobie?
 

GUSTAW

po długiem milczeniu – zakładając ręce

 
Co to magnetyzm?
 

RADOST

zdziwiony

 
Ma… magnetyzm?
 

GUSTAW

 
Co to?
Co? Powiedz!
 

RADOST

 
Ale skąd o tem w tej dobie?
 

GUSTAW

po krótkiem milczeniu

 
Magnetyzm, mówią, jest to wolna władza,
Co z ciała w ciało zdrój życia wprowadza.
Jeżeli zatem mam zarodne siły,
Ogień swój własny w obce przelać żyły,
Dlaczegóż miałbym w pięknej, młodej duszy,
Czystej jak śnieżek, co świeżo przyprószy,
Przez silną wolę, pałające tętna,
Własnego czucia nie wycisnąć piętna?
 

RADOST

 
Jeśli rozumiem, niech mnie piorun trzaśnie!
 

GUSTAW

 
Kocham i będę kochany; to jaśnie?
 

RADOST

 
Jaśnie, wyraźnie, lecz trochę za śmiało.
 

GUSTAW

 
Śmiałość przed szczęściem, jak szczęście przed chwałą!
 

RADOST

 
Będziesz kochany, ale nie bądź trzpiotem.
 

GUSTAW

 
O, mój stryjaszku! Tobie myśleć o tem.
 

RADOST

 
Ach, czyż nie myślę i nie smażę głowy?
 

GUSTAW

 
Ja też ci zawsze dziękować gotowy.
 

RADOST

 
Dziękuj, kiedy chcesz, lecz się popraw razem.
 

GUSTAW

 
Co się już stało za twoim rozkazem.
I dobrze skończyć mam wszelką nadzieję,
Byleś nie zważał, co się z nami dzieje;
W zgodzie czy kłótni, we wrzawie czy ciszy,
Niech oko drzemie, a ucho nie słyszy.
 

RADOST

 
Cóż z tego będzie?
 

GUSTAW

 
Co będzie?
 

ściskając go

 
Wesele.
 

Wybiega.

RADOST

idąc za nim

 
Rozsądku mało, pewności za wiele.
 

AKT IV

SCENA I

Gustaw, Jan.

Gustaw chodzi zamyślony, Jan krok w krok za nim z czarną chustką w ręku.

GUSTAW

podając lewą ręką, nie stając

 
Zawiąż!/ do siebie/
Stało się – kocham ją szalenie —
Lecz ona? —
 

JAN

chodząc za nim i opatrując rękę

 
Wcale nic…
 

GUSTAW

stając

 
Jak to nic?
 

JAN

jak wprzódy

 
Nie ma
Tu nic.
 

GUSTAW

 
Na ręku! – Wiąż tylko —/ Chodzi; do siebie:/
Hm, sprzyja,
Ale jak będzie, gdy rolę odmienię? —
Jak? Kiedy zacząć?
 

JAN

nie mogąc w chodzie zawiązać ręki dla 36 różnych gestów Gustawa

 
Niech się pan zatrzyma.
 

Gustaw wyrywa rękę, którą Jan chwyta i dalej, chodząc, wiąże.

GUSTAW

do siebie

 
Zatrzymać – pewnie – węzeł jest —
 

JAN

puszczając

 
Jest, panie.
 

GUSTAW

do siebie

 
Lecz jak rozwiązać?
 

JAN

 
Za koniuszek.
 

GUSTAW

stając w gniewie

 
Janie!
 

JAN

 
Słucham.
 

GUSTAW

 
Głupiś.
 

JAN

 
Tak?
 

GUSTAW

zrzucając chustkę

 
I nie tę zawija!
Lewą nie piszę.
 

JAN

 
Któraż ręka boli?
 

GUSTAW

 
Co ci do tego – na, masz: zawiąż prawą.
 

Podaje lewą rękę i zaczyna chodzić. – Do siebie:

 
Pierwszy raz kocham.
 

JAN

 
Ależ panie…
 

GUSTAW

wciąż chodząc

 
No, a żwawo!/ do siebie
Inna to miłość.
 

JAN

 
To ta sama.
 

GUSTAW

 
Kłamiesz.
 

JAN

 
Lewa.
 

GUSTAW

podając prawą rękę

 
A, ręka – no – jakże powoli.
 

Zaczyna chodzić i ciągnie za sobą opierającego się gwałtem Jana

 
Będę kochany… Aj, rękę mi złamiesz!
 

JAN

 
A którą, panie?
 

GUSTAW

 
Puść już, do kaduka!
 

JAN

 
Wiązać nie sztuka.
 

GUSTAW

 
Ale milczeć sztuka.
 

SCENA II

Gustaw, Albin.

Jan na znak Gustawa odchodzi.

GUSTAW

na stronie

 
Już czuję wilgoć, zbliża się fontanna;
 

do Albina:

 
Albinie smętny! jak rosa poranna,
Tak mgła z łez twoich napełnia dom cały.
 

ALBIN

 
A jednak mojej nie zmiękczyły skały!
 

GUSTAW

 
Nim się więc staną saletrzanym kwasem,
Inny ci sposób poradzę tymczasem.
 

ALBIN

 
Poradź mi, poradź, a lepiej niż rano.
 

GUSTAW

 
Źle żem poradził?
 

ALBIN

 
Bóg to będzie sądzić.
 

GUSTAW

 
Cóż ci się stało?
 

ALBIN

 
Drzwi mi pokazano.
Radź mi więc, radź, tylko mi nie kaź rządzić.
 

GUSTAW

 
Pierwej pocieszę.
 

ALBIN

 
Mnie? Pocieszyć?! Nieba!
 

GUSTAW

 
Klara cię kocha.
 

ALBIN

 
Zbyt bolesne żarty.
 

GUSTAW

 
Ręczę.
 

ALBIN

 
Nie wierzę.
 

GUSTAW

 
Przysięgać ci trzeba.
 

ALBIN

 
Jak wiesz?
 

GUSTAW

udając urażonego

 
Cóż to jest? Chcesz, nie wierz, uparty,
Ale nie żądaj, bym zdradził zwierzenie.
 

ALBIN

rzucając mu się na szyję

 
Ach, ach! Gustawie! słów nie mam… łzy moje…
 

GUSTAW

głaszcząc

 
Cyt, cyt, Albinie.
 

ALBIN

 
Kocha mnie.
 

GUSTAW

 
Szalenie!
 

ALBIN

 
Cóż teraz będzie?
 

GUSTAW

 
Albina ożenię.
 

ALBIN

 
Mnie? Mnie? Z nią? – z Klarą?
 

GUSTAW

 
Ale jak nastroję,
Tak ty grać będziesz – przyrzekasz mi święcie?
 

ALBIN

 
Dobrze, cóż zrobić?
 

GUSTAW

 
Zwalić przedsięwzięcie,
Które twych nieszczęść przyczyną się stało,
A potem zmusić, by prawdę wyrzekła.
 

ALBIN

 
Szczęścia za wiele!
 

GUSTAW

 
Trzebaż ci tak mało?
 

ALBIN

 
Z nią?! Wielkie nieba!
 

GUSTAW

 
Nudnyś, wielkie piekła!
 

ALBIN

 
Cóż chcesz?
 

GUSTAW

 
Słuchaj mnie.
 

ALBIN

 
Słucham…
 

GUSTAW

 
Daj jej uczuć,
Że inną kochasz.
 

ALBIN

 
Przebóg! Nie kończ, ginę.
 

GUSTAW

namawiając

 
Czas jakiś!
 

ALBIN

 
Nigdy!
 

GUSTAW

 
Dzień.
 

ALBIN

 
Nie chcę.
 

GUSTAW

 
Godzinę.
 

ALBIN

 
Wprzód umrę.
 

GUSTAW

zniecierpliwiony

 
Mrzyj więc.
 

ALBIN

 
Nie zmienię mych uczuć.
 

GUSTAW

 
No, to udawaj, żeś je zgasił w sobie.
 

ALBIN

 
Nie mogę.
 

GUSTAW

 
Nareszcie, że kochasz nie tyle.
 

ALBIN

 
Udawać?
 

GUSTAW

prosząc

 
Trochę.
 

ALBIN

po krótkiem milczeniu

 
Nie ufam mej sile.
 

GUSTAW

na stronie

 
A bogdajżeś pękł!
do Albina:/
No, to milcz.
 

ALBIN

 
Jak długo?
 

GUSTAW

 
Dzień jeden.
 

ALBIN

 
Milczeć?
 

GUSTAW

 
Nie mdleć.
 

ALBIN

 
Dzień?
 

GUSTAW

 
Nie wzdychać.
 

ALBIN

 
Nie wzdychać?
 

po krótkiem milczeniu

 
Ciężko na mnie.
 

GUSTAW

z zapałem

 
Razą37 drugą
Wszystko odzyskasz; i po całej dobie
Będziesz mógł jęczeć, płakać, wzdychać, kichać.
Tylko nie teraz, nie teraz, u licha!
 

ALBIN

 
A gdy nareszcie, jak ty każesz, zrobię,
Gdy pozna Klara, że Albin nie wzdycha?
 

GUSTAW

zniecierpliwiony

 
Wtedy Albina ożenię, ożenię —
 

ALBIN

po krótkiem milczeniu

 
Do jutra?
 

GUSTAW

 
Daj słowo.
 

ALBIN

 
Ale…
 

GUSTAW

 
Dajesz?
 

ALBIN

 
Daję.
 

GUSTAW

 
A teraz bądź zdrów,
 

ściskając go

 
kochaj mnie…
 

obracając się ku drzwiom

 
Idź sobie.
 

Albin

Sam.

 
Tak zatrudnienie dla Klary sposobię,
Kocha go, czy nie – pewnie jest ciekawa:
Zajmie ją zatem ta odmienna sprawa,
A nim jej dojdzie po zakrętach wielu,
Ja krok po kroku zbliżę się do celu.
 

SCENA III

Gustaw, Aniela.

ANIELA

wchodząc ostrożnie

 
Słyszał Radost?
 

GUSTAW

 
Nie słyszał.
 

ANIELA

 
Ach, oddycham przecie!
 

GUSTAW

 
Wszystkom naprawił.
 

ANIELA

 
Ginęłam z bojaźni.
 

GUSTAW

biorąc za rękę

 
Tyle dobroci tak rzadkiej w tym świecie.
Tyle dowodów troskliwej przyjaźni,
Ileż wdzięczności nie obudzą we mnie?
 

ANIELA

 
Cóż uczyniłam wdzięczości godnego?
 

GUSTAW

 
Chcesz dobrze czynić.
 

ANIELA

 
Wszak to tak przyjemnie.
 

GUSTAW

 
Masz dziś sposobność.
 

ANIELA

 
Proszę wskazać drogę.
 

GUSTAW

 
Rękęm skaleczył.
 

ANIELA

 
I bardzo?
 

GUSTAW

 
Nic złego.
Lecz pióra całkiem utrzymać nie mogę.
 

nieśmiało

 
Gdybyś w tym razie zastąpić mnie chciała.
 

ANIELA

 
Pisać? I co?
 

GUSTAW

 
List.
 

ANIELA

 
List! Ach nie!
 

GUSTAW

 
Dwa słowa.
 

ANIELA

 
Dwa – a kogo?
 

GUSTAW

 
Do mojej Anieli.
 

ANIELA

 
Co? Takie listy ja bym pisać miała?
 

GUSTAW

 
I cóż w tem złego?
 

ANIELA

 
Daremna namowa.
 

GUSTAW

żałośnie

 
Rękęm skaleczył.
 

ANIELA

 
To może kto drugi…
 

GUSTAW

 
Ach, któż na świecie moje troski dzieli?
Komu się zwierzyć, gdzie błagać usługi,
Kiedy przed tobą daremnie się żalę?
 

ANIELA

chodząc i pół z płaczem

 
Cóż ja mam robić?
 

po krótkiem milczeniu

 
To nie pisać wcale.
 

GUSTAW

 
Jeszcze, Anielo, w kwiat życia bogata,
Znasz tylko rozkosz, a nie znasz cierpienia;
Jeszcze, szczęśliwa, nie znasz oddalenia!
Nie wiesz, że wtedy cały ogrom świata
Jeden punkt tylko dla nas w sobie mieści,
A tym jest chwila spodziewanej wieści.
Nie wiesz, jak wtedy śledcze oko płonie,
Jak każdy szelest dech zapiera w łonie,
I jaka boleść, gdy mija godzina —
Z nią wprzód spłacona pociecha jedyna.
 

ANIELA

 
Otóż to miłość! – kochajże tu, proszę!
 

GUSTAW

 
Ach, kochaj, kochaj! Boskie to rozkosze!
 

ANIELA

 
Ach nie!
 

GUSTAW

 
Dlaczego?
 

ANIELA

 
Nie wiem, lecz się trwożę.
 

GUSTAW

 
Trwożysz?
 

ANIELA

 
Lękam się…
 

GUSTAW

 
Jak dziecię lekarza,
Który mu jednak życie zwrócić może. —
Ach, obojętność naturę znieważa:
Dusza niezdolna wybrać, kochać inną,
Zimną rachubą każde czucie zaćmi;
Dla niej jest niczem dla drugich być czynną,
Dla niej łza niemą – ludzie nie są braćmi. —
Lecz gdy miłością serce moje bije,
Gdy powiem: kocham – wtenczas tylko żyję,
Żyję szczęśliwy i w lubym zamęcie
Świat do podziału pociągam w objęcie.
 

ANIELA

 
Tak, gdyby miłość mogła być prawdziwa…
 

GUSTAW

 
Miłość jest jedna…
 

ANIELA

 
Udawań tysiące.
 

GUSTAW

 
Wyrzec się światła, bo i ciemność bywa?
 

ANIELA

 
Wyrzec się każą pozory mylące.
 

GUSTAW

z uczuciem, biorąc ją za ręką

 
Ach, nie wierz zresztą tej pieszczocie wzroku,
Gdy z wolna sunąc, spocznie w twojem oku.
Tej drżącej dłoni, kiedy ciebie bliska;
Nie wierz głosowi, co się w serce wciska.
Lecz własne czucie niech się wiarą stanie:
Ta czułość tęskna, to błędne żądanie,
A zwłaszcza pociąg nieodmienny losem
Równego czucia jest tylko odgłosem. —
 

na znak niedowierzający Anieli

 
Wierz mi, są dusze dla siebie stworzone:
Niech je w przeciwną los potrąci stronę,
One wbrew losom, w tym lub w tamtym świecie,
Znajdą, przyciągną i złączą się przecie.
Tak jak dwóch kwiatów obce sobie wonie
Łączą się w górze, jedna w drugiej tonie.
 

Aniela

 
I cóż to, powiedz, zaraz w pierwszej chwili
Wzbudziło we mnie tę ufność ku tobie?
Co ośmieliło, że zwierzenie robię,
Jeśli nie serce, co nigdy nie myli?
 

ANIELA

 
Ach, czyliż zdradzić jest kiedy kto w stanie?
 

GUSTAW

 
Klara najpierwsza.
 

ANIELA

 
Zbyt błędne mniemanie.
 

GUSTAW

 
Ile mnie złego, tyle jej korzyści.
 

ANIELA

 
Komu? Co? Klarze?
 

GUSTAW

 
Radost ją zaślubi.
 

ANIELA

 
Radost? —
 

GUSTAW

 
Jak tylko zamiaru nie ziści,
Przez zemstę ku mnie z Klarą się ożeni,
Mnie wydziedziczy i na zawsze zgubi.
 

ANIELA

 
To być nie może.
 

GUSTAW

 
To się nie odmieni.
 

ANIELA

 
Ona nie zechce.
 

GUSTAW

 
To już ułożono.
 

ANIELA

 
I wstręt jej szczery…
 

GUSTAW

 
Szczery czy nieszczery,
Radost majętny, ojciec Klary chciwy,
Nie ma co gadać – jak dwa a dwa cztery —
Nie dziś, to jutro będzie jego żoną.
 

ANIELA

 
Ale jej śluby?
 

GUSTAW

 
Śluby? – sen prawdziwy!
I ty, Anielo, rzuć tę ciemną drogę,
Póki czas tobie, a ja przestrzec mogę.
Lecz powiedz szczerze: kiedy polot myśli
Obraz nam szczęścia czasami zakréśli
I zdobi błahe, lecz lube utwory
W kwiatów marzenia najczystsze kolory;
Cóż ściąga światło, w całym blasku stawa,
Jeśli nie miłość i stała, i prawa:
Miłość szlachetnej przewodząca parze
Z łona rodziców przed ślubów ołtarze! —
Ach, być kochanym wszyscy szczęściem głoszą,
Mem zdaniem kochać jest większą rozkoszą.
Los kilku istot zrobić swoim losem,
Czuć i żyć tylko drogich dusz odgłosem,
Dla dobra innych cenić własne życie,
Dla nich poświęcić każde serca bicie,
Światem uczynić najmniejszą zagrodę,
Tam mieć cel życia i życia nagrodę,
I kończąc cicho wytknięte koleje,
Za grób swój jeszcze przeciągnąć nadzieje:
Otóż to szczęścia rzetelne zalety.
I ty, ty wyrzec chcesz się ich, niestety!?
 

ANIELA

z uniesieniem

 
Nigdy, przenigdy…/ miarkując się – z czułością
Ach, ja nie wiem jeszcze…
 

znowu z zapałem

 
Ale chcę pisać, niech się moje zdanie
Jednej łzy w świecie przyczyną nie stanie;
 

ocierając łzę

 
Niech w szczęściu drugich własne dziś umieszczę.
 

GUSTAW

 
Chcesz pisać? Będziesz? O, drogi aniele!
Jak wiele czynisz, jakżem wdzięczen wiele!
 

Całuje ją w rękę.

 
O, gdybyś mogła w mojem sercu czytać!
 

ANIELA

 
Ależ Gustawie!
 

GUSTAW

 
Lecz nie chciej się pytać:
Więcej bym wyrzekł, niż wyrzec potrzeba…
Pióro i papier…/ z zachwyceniem patrząc na nią – i trzymając rękę
Dlaczegoż, o nieba!
Takim sposobem?… Lecz ty mnie zrozumiesz:
Umiałaś pojąć i przebaczyć umiesz.
 

Całuje w rękę i nagle odchodzi.

ANIELA

sama, po krótkiem milczeniu

 
Nienawidzieć! Tak! – każda plecie, baje, —
Ale nie tak to łatwo, jak się zdaje. —
Z gniewu w nienawiść droga bardzo bliska,
Kiedy dotknęła jaka czynność zdradna,
Lecz kiedy czule kto nam rękę ściska,
Jak mamę kocham, nie potrafi żadna.
 

SCENA IV

Aniela, Klara.

KLARA

 
Kto tu był?
 

ANIELA

unikając odpowiedzi

 
Jak to – kto?
 

KLARA

 
Kto tu był z tobą?
 

ANIELA

 
Gustaw przechodził.
 

KLARA

 
Rozwodził swe żale?
 

ANIELA

 
Trochę.
 

KLARA

 
Tak długo mówiliście z sobą.
 

ANIELA

 
O, jak cię kocham, tak nie długo wcale.
 

KLARA

 
I cóż nowego?
 

ANIELA

 
Nie dasz temu wiary:
Wszak, jednem słowem, chce się żenić z tobą.
 

KLARA

 
Ze mną?/ skacząc i klaszcząc w ręce/
Oto to, oto to mi radość!
Toż będę dręczyć i męczyć bez miary.
O, panie Guciu, będziesz ty miał zadość!
 

ANIELA

urażona

 
Ale nie Gustaw – Radost.
 

KLARA

 
Radost stary?
 

ANIELA

jak wyżej

 
Radost – Hm! Gustaw!
 

KLARA

 
Ja nie chcę.
 

ANIELA

 
Ja wierzę.
 

KLARA

 
Ja nienawidzę.
 

ANIELA

 
Wbrew twej nienawiści,
Jak Gustaw jego zamiarów nie ziści,
Przez zemstę tylko z tobą się ożeni.
 

KLARA

 
I któż mnie może przymusić w tej mierze?
 

ANIELA

 
Ojciec twój, ojciec, co tak złoto ceni;
A Radost bogacz – rzeczą dowiedzioną:
Nie ma co mówić – będziesz jego żoną.
 

KLARA

ukrywając pomieszanie coraz wzrastające

 
Otóż nie będę! – Otóż się nie boję —
Ma ojciec wolę, ja mam także moję —
Nie boję się… nie…/ w płacz/
Cóż ja teraz zrobię!
Jak raz mój ojciec co ułoży sobie,
To wszystko za nic, – to ratunku nie ma.
 

ANIELA

 
Jakoś to będzie.
 

KLARA

po długiem milczeniu

 
Idź ty za Gustawa.
 

ANIELA

 
A nasze śluby?
 

KLARA

 
Niechże je dotrzyma
Jedna przynajmniej, gdy nie możem obie.
 

ANIELA

 
Lecz Gustaw kocha.
 

KLARA

 
O, nieszczęsna sprawa!
Pójdę do cioci.
 

ANIELA

oglądając się niespokojnie

 
Powiedz, a w sekrecie;
Idź, nie trać czasu.
 

KLARA

 
Poradzi mi przecie;
Nie da mi umrzeć przy tym starym gracie.
 

ANIELA

oglądając się

 
Idź, idź, zbyt droga każda nam godzina.
 

KLARA

 
Wolę już klasztor, albo i Albina.
 

Odchodzi.

ANIELA

wołając cicho

 
Słuchaj no, Klaro! – otóż macie!
Odeszła. – Chciałam zasięgnąć jej zdania
Względem owego dziwnego pisania;
Krzyczałam, – ale kiedy nie słyszała,
To cóż mam robić; – już będę pisała.
 

SCENA V

Aniela, Gustaw

GUSTAW

kałamarz, pióro, papier itd. w ręku

 
Otóż jest wszystko, bierzmy się do dzieła.
 

ANIELA

 
Przestrzegłam Klarę.
 

GUSTAW

na stronie

 
Przednio!/ głośno/
A jak powie?
 

ANIELA

 
Komu, i na co?
 

GUSTAW

 
Mojemu stryjowi.
 

ANIELA

 
Ja ręczę za nią.
 

GUSTAW

 
Jakże to przyjęła?
 

ANIELA

 
Rzewnie płakała.
 

GUSTAW

 
Ja tym łzom nie wierzę.
I któż jej winien? Albin kochał szczerze.
 

ANIELA

 
I dotąd kocha.
 

GUSTAW

 
O, nie kocha wcale.
 

ANIELA

 
Ja to wiem lepiej.
 

GUSTAW

 
Kocha, lecz nie Klarę.
 

ANIELA

 
Kogo?
 

GUSTAW

 
Hm! kogo?
 

po krótkiem milczeniu

 
Zamilczę w tej mierze.
 

ANIELA

 
Bajkę ktoś zrobił, proszę mi dać wiarę.
Albin nasz sąsiad, bawi tutaj stale,
Wiemy gdzie bywa, jego związki znamy.
 

GUSTAW

zmuszony

 
Kiedy więc szczerze z sobą mówić mamy:
Albin się kocha – lecz się kocha w tobie.
 

ANIELA

 
We mnie?
 

GUSTAW

 
Tak, w tobie; – ledwie że nie skona,
Nie ma co gadać, – to rzecz dowiedziona.
 

ANIELA

 
Ależ dla Boga, tak nagle w tej dobie…
 

GUSTAW

 
Zmienił się z wolna, bo możnaż lat tyle
Wzgardę odbierać w tak przykrym sposobie,
A miłość w jednej zachowywać sile?
Możnaż przy tobie lube spędzać chwile,
Twą dobroć, wdzięki… a jednym wyrazem,
Możnaż cię poznać i nie kochać razem?
Powiedzże sama.
 

ANIELA

 
Zabawne pytanie!
 

po krótkiem milczeniu/ Mnie zatem kocha?

GUSTAW

z pośpiechem

 
Ale ja ci radzę,
Nie wierz mu wcale – zmienne to kochanie,
Które w odporze czerpa38 swoją władzę.
 

ANIELA

 
Klarze przysięga.
 

GUSTAW

 
Ze snu jeszcze drzemie.
 

ANIELA

 
Wzdycha.
 

GUSTAW

 
Przez grzeczność.
 

ANIELA

 
Płacze.
 

GUSTAW

 
Nałóg.
 

ANIELA

 
Ale…
 

GUSTAW

 
Pewnie.
 

ANIELA

biorąc pióro

 
Piszmy więc.
 

GUSTAW

z uczuciem

 
Anielo kochana!
 

po krótkiem milczeniu, gdy Aniela okazuje zdziwienie

 
Pisz z łaski swojej.
 

ANIELA

 
Myli mnie to imię.
napisawszy, do siebie
Mnie? kocha?
 

GUSTAW

z zazdrością

 
Czyliż Albinowskie żale,
Dary wzgardzone, niegodna odmiana,
Zająć potrafią, pochlebiać ci mogą?
 

ANIELA

 
Czym zasłużyła na takie pytanie?
 

GUSTAW

 
Przebacz, zbłądziłem uniesiony trwogą,
Bo ja wiem, jakiej duszy twojej trzeba;
Ukocha więcej, niż wyrazić zdoła,
Choć każdy wyraz miłością się stanie.
 

ANIELA

 
Piszmy więc.
 

GUSTAW

 
Piszmy – „Dobroci anioła
W naszem nieszczęściu zsyłają nam nieba:
Wziął pióro w rękę nieść ulgę tęsknocie…”
 

ANIELA

 
Ależ mnie tego pisać nie wypada.
 

GUSTAW

 
Wszak to ja piszę – a potem, w istocie,
Jakież ci imię moje serce nada,
Za twoją dobroć, za dobrodziejstw krocie?
 

ANIELA

 
Piszmy więc.
 

GUSTAW

 
Piszmy – „Nie bądź już w obawie;
Osoba, z którą stryj chciał mnie ożenić,
Nienawidzi mnie…”
 

ANIELA

 
Nie, panie Gustawie.
 

GUSTAW

 
Jakże napisać?
 

ANIELA

 
Potrzeba odmienić.
 

GUSTAW

 
Popraw, jeśli chcesz.
 

ANIELA

 
O, chętnie poprawię.
 

GUSTAW

czyta przez ramię

 
„Sprzyja”./ biorąc za rękę/
Czy pewnie?
 

ANIELA

wyciągając rękę z wolna

 
Trzebaż słów koniecznie?
 

GUSTAW

 
Znasz mnie więc teraz.
 

ANIELA

 
I jak!
 

GUSTAW

 
To poznanie
Czy kiedyś, z czasem, przyjaźnią zostanie?
 

ANIELA

 
Jest i zostanie.
 

GUSTAW

ze wzrastającym zapałem

 
Zawsze? Wiecznie?
 

ANIELA

 
Wiecznie.
 

GUSTAW

 
Dosyć już tego, precz wszelkie ukrycie!
Kocham, Anielo, kocham cię nad życie.
 

ANIELA

odsuwając się zdziwiona

 
Jak to?
 

GUSTAW

pomiarkowawszy się, spokojnie

 
Pisz z łaski swojej.
 

ANIELA

nachylona nad papier – po krótkiem milczeniu przypominając sobie

 
Jak tam było?
Kocham…
 

GUSTAW

 
Ach, powtórz!
 

ANIELA

 
Kocham cię nad życie;
Wszak tak? A dalej?
 

GUSTAW

 
Dalej? – Wierzyć miło.
 

ANIELA

 
Piszmy więc.
 

GUSTAW

 
Piszmy – lecz błądzisz w wymowie.
Niech głos czuć daje myśl zamkniętą w słowie,
A wyraz: kocham – obowiązki człeka
Ku sobie, ludziom i Stwórcy wyrzeka:
Możnaż ozięble wymówić go kiedy?
Ty kochasz matkę, brata, przyjaciela.
Ja ciebie, ty mnie; dla próby więc tedy
Całą mu wartość niech twój głos udziela
I ku mnie zwróci.
 

ANIELA

patrząc na niego

 
Kocham.
 

GUSTAW

 
Czucia mało;
 

ucząc ją, z uczuciem

 
Ja ciebie kocham.
 

ANIELA

czulej

 
Kocham.
 

GUSTAW

 
Zbyt nieśmiało.
 

ANIELA

 
Ach kocham, kocham.
 

GUSTAW

 
Coraz lepiej, brawo!
Powtarzaj często, douczysz się wprawą.
 

ANIELA

 
Piszmy więc.
 

GUSTAW

 
Piszmy.
 

ANIELA

 
Ktoś idzie.
 

GUSTAW

 
Nie.
 

ANIELA

wstając

 
Słyszę.
 

GUSTAW

całując w rękę

 
Na potem.
 

Odbiega.

ANIELA

za nim

 
List! list!/ wracając/
Jak on dobrze pisze!
 

SCENA VI

Pani Dobrójska, Aniela.

ANIELA

kryjąc list za siebie, na stronie

 
Cudzy sekret rzecz święta!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Nie, nie, mówcie sobie
Co chcecie, moje panny, ja najlepiej zrobię,
Jak się spytam Radosta; to najkrótsza droga,
I on nam wszystko wyjaśni.
 

ANIELA

 
A Gustaw? Dla Boga!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Gustaw bajek narobił – że się kocha, wierzę,
Lecz żeby Radost miał być wiadomym w tej mierze,
I wiedząc, tu wprowadzał, temu nie dam wiary.
Gustaw pewnie, jak każdy, ma swoje przywary,
Ale młody, przystojny!
 

ANIELA

naiwnie

 
Myślałam toż samo.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
I podobać się może.
 

ANIELA

 
Może, moja mamo.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
I wiem, że jego serce lepsze niźli głowa.
 

ANIELA

 
Ach, lepsze, moja mamo.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
I przykrość gotowa.
Gdyby ci się był Gustaw podobał choć trochę?
Aniela
Nie i nie; na Radosta sprawki to za płoche.
 

ANIELA

 
Ale ja u nóg jego widziałam Gustawa.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
I to prawda.
 

ANIELA

 
Ich słowa.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Ich sprzeczka…
 

ANIELA

 
Dość żwawa.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Kto by się był spodziewał po takim człowieku!
No proszę! – mścić się jemu! – żenić się w tym wieku!
 

ANIELA

 
Moja mamo kochana! Nie dawaj mu Klary.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Wprzód widzieć muszę, jakie są ojca zamiary,
I ojcu, a nie córce radzić mi wypada.
 

ANIELA

 
Niech ją teraz przynajmniej wesprze twoja rada.
 

Podczas pierwszych słów Klary z panią Dobrójską, Aniela zbiera skrycie kałamarz i pióro i cicho wychodzi.

SCENA VII

Pani Dobrójska, Klara.

KLARA

 
Ach, cóż ja teraz pocznę w tej ciężkiej niedoli?
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Może ojciec nie zechce iść wbrew twojej woli.
 

KLARA

 
A jak zechce, jak zechce?
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Słuchać trzeba będzie.
 

KLARA

 
To pociecha! To ojciec!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Nie gań go w tym względzie;
Chce twego szczęścia.
 

KLARA

 
Piękne szczęście, proszę cioci,
Stary mąż.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Ale dobry.
 

KLARA

 
Co mi z tej dobroci!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Zapomniałaś, żeś jeszcze pod ojcowską władzą,
Że nie wszyscy jak Albin uwodzić się dadzą:
A znając twego ojca, łatwo zgadnąć było,
Że ta wzgarda Albina nie będzie mu miłą!
I chociaż od zamężcia uwolni tym razem,
Wkrótce może przykrzejszym zmusi cię rozkazem.
 

KLARA

 
Ten Radost tak się zdawał niepragnący żony!
Młody Albin przynajmniej miłością wiedziony;
I mam iść za mąż gwałtem, to wolę Albina.
 

Radosta słychać chrząkanie za drzwiami.

PANI DOBRÓJSKA

 
Otóż i Radost właśnie.
 

KLARA

 
Już wzdychać zaczyna.
 

PANI DOBRÓJSKA

na stronie

 
Nie mogę z nim rozmawiać po takiej usłudze.
 

do Radosta:

 
Zaraz mu służyć będę39.
 

Odchodzi.

RADOST

do Klary się zbliżając

 
Ja się tu nie znudzę.
 

SCENA VIII

Klara, Radost.

RADOST

po krótkiem milczeniu

 
Cóż tam tak myślisz? O mężczyzn zagubie?
 

KLARA

 
Myślałam właśnie, co wyjawić lubię:
Że, gdybym kiedy była przymuszoną,
Mimo mej woli zostać czyją żoną,
Świat biedniejszego nie miałby człowieka!
 

RADOST

 
Ej, do kaduka! I cóż to go czeka?
 

KLARA

 
Same zabawy, gry, uczty i bale.
 

RADOST

 
No, to nic złego, będziesz się bawiła;
Owszem, wesołość ja sam zawsze chwalę.
 

KLARA

 
To nie chcę zabaw.
 

RADOST

 
I spokojność miła.
 

KLARA

 
Strwonię majątek.
 

RADOST

 
Jak mąż nim obdarzy.
 

KLARA

 
Wydrę, a stracę.
 

RADOST

 
Zwycięży mocniejszy.
 

KLARA

 
Stroić się będę.
 

RADOST

 
Strój zawsze do twarzy.
 

KLARA

 
To nie chcę strojów.
 

RADOST

 
To wydatek mniejszy.
 

KLARA

z zapałem szybko

 
Ależ ja zawsze na przekór mu zrobię;
On tak, a ja tak – on sobie, ja sobie —
Mąż śpi, ja gadam – mąż gada, ja ziewam —
Wzdycham, gdy wesół, kiedy smutny, śpiewam,
Trącam, gdy piszę, a krzyczę, gdy czyta;
Mąż tak, a ja siak – ząb za ząb – i kwita!
 

przypominając sobie

 
A ma podagrę, depcę mu po nodze.
 

RADOST

usuwając nogę

 
Ej, do kaduka! Nie stanę na drodze.
Lecz taką rzeczą grzesznik to nie lada,
Co dla pokuty zechce cię za żonę.
Chyba by znowu, jak tamten powiada,
To szczęście dla mnie było przeznaczone.
 

Śmieje się.

KLARA

 
Otóż go macie.
 

RADOST

 
Gdyż ja się nie boję;
Słowom nie wierzę, a znam serce twoje.
 

Chce wziąć ją za rękę, którą Klara wyrywa.

KLARA

 
Ja nie chcę, nie chcę./ w płacz/
Cóż będę robiła!
 

RADOST

 
Nie bądźże dzieckiem.
 

KLARA

 
Obym jeszcze była!
 

RADOST

 
Patrz na mnie…
 

KLARA

odwracając się

 
Znam, znam…
 

RADOST

obracając się wkoło

 
Na pana młodego
Czy się przydaję? Co?/ podskakując/
hulać po ślubie!
 

Śmieje się. – Serio:

 
Wszak ci to żarty.
 

KLARA

 
Ja żartów nie lubię.
 

RADOST

 
No, nie płacz, nie płacz, nic nie będzie z tego,
Nic, a na dowód przyślę ci Albina.
 

odchodząc, ze śmiechem

 
To śmieszna sprawa i dziwna dziewczyna!
 

KLARA

sama

 
Tak, żarty, żarty, nie ma ich w tym względzie;
Jak się ożeni, to żartów nie będzie.
 

SCENA IX

Klara, Aniela.

ANIELA

zamyślona

 
Klaro!
 

KLARA

po krótkiem milczeniu

 
Anielo!
 

ANIELA

 
Wiesz ty?
 

KLARA

 
Co?
 

ANIELA

 
Ja mniemam,
Że ta Aniela jest bardzo szczęśliwa.
 

KLARA

 
Daj mi tam pokój! Teraz czasu nie mam.
Niech sobie szczęścia ile chce, używa.
 

ANIELA

 
Tak być kochaną!
 

KLARA

ironicznie

 
Jak Gustaw powiada.
 

ANIELA

 
Cóż by mu z kłamstwa?
 

KLARA

 
Co? Pochlebia dumie.
 

ANIELA

 
Ach, kto być wdzięcznym, ten i kochać umie!
 

KLARA

 
Ty go nie słuchaj, taka moja rada.
 

ANIELA

 
Nie wiesz, jak miło, gdy czucia pieszczące
Z godnym zapałem męska pierś wygłosi:
To w uszach łechce, to coś w oczach parzy,
To biegnie, biegnie, jakby dreszcz po twarzy,
To z twarzy w serce, to jak krople wrzące,
Z serca się w górę, w górę, w górę wznosi,
 

pokazując na piersi

 
I tak tu ściśnie, tak w gardle zadusi,
Że koniec końców westchnąć cię przymusi.
 

KLARA

 
Jakie ty dziecko! Tobie to nowina,
Lecz nie mnie, duszko – wszakci mam Albina.
 

ANIELA

 
Oho! już po nim.
 

KLARA

 
Co?
 

ANIELA

 
Ciesz się.
 

KLARA

 
Czem?
 

ANIELA

 
Zmianą.
 

KLARA

 
Jego?
 

ANIELA

 
Nie kocha.
 

KLARA

 
Mnie?
 

ANIELA

 
Ciebie.
 

KLARA

 
Skąd to wiesz?
 

ANIELA

 
Wiem od Gustawa.
 

KLARA

 
Wszak jeszcze dziś rano
Wzdychał.
 

ANIELA

 
Przez grzeczność.
 

KLARA

 
Błagał.
 

ANIELA

 
Nałóg.
 

KLARA

 
Pewnie?
 

ANIELA

 
Nawet ci powiem....
 

KLARA

zniecierpliwiona

 
Cóż mi jeszcze powiesz?
 

ANIELA

 
Że mnie nieszczęsnej ten ciężar przypada.
 

KLARA

 
Tobie?
 

ANIELA

 
Mnie.
 

KLARA

 
Ciebie kocha?
 

ANIELA

 
Tak powiada.
 

KLARA

 
Wierz tu mężczyźnie! – Jak bóbr płakał rzewnie,
Błagał, przysięgał, od miłości ginął,
A koniec końców, chorągiewkę zwinął.
Widzisz, jak dobrze, że my nie kochamy —
Prawda, Anielo?
 

ANIELA

 
Chodźmy już do mamy.
 

KLARA

 
Prawda, Anielo?
 

ANIELA

odchodząc

 
Dali do obiadu.
 

KLARA

sama

 
Nie kocha./ Śmieje się z przymusu, potem w gniewie:
To wąż, i wąż pełen jadu.
 

AKT V

SCENA I

Radost, Gustaw.

RADOST

 
Guciu! na miłość Boga! jedynego Boga!
Przyznaj się, tyś coś zbroił?
 

GUSTAW

 
Skądże ta trwoga?
Ja się teraz już kocham, szaleństwa nie zrobię,
Ja, widząc mój rozsądek, dziwię się sam sobie.
 

RADOST

 
Obym ja się mógł dziwić choć na pół godziny!
Cóż więc znaczą te wszystkich powarzone miny,
Zacząwszy od Dobrójskiej? – na ciebie ladaco,
Że się krzywi, to dobrze; ale na mnie za co?
Siedzieliśmy u stołu jakby w trzynaścioro,
I wszystkim czas dość krótki szedł diable40 niesporo.
Aniela jakaś drżąca, to blednie, to płonie;
Matka oka nie spuszcza, wzrok jej w córce tonie;
Klara śmieje się, trzepie, lecz w ciągłym przymusie;
Albin wszystkie już kwiatki przeliczył w obrusie;
Ty także nieswój, piłeś tylko po swojemu;
Ja zaś nic nie pojmując, dziwiąc się wszystkiemu,
Jeden ponoś rozsądny przy całym obiedzie,
Siedziałem między wami jakby Piłat w kredzie41.
 

GUSTAW

ciszej

 
Miłość, stryjaszku, miłość, to cała zagadka.
 

RADOST

 
Aniela, Klara, dobrze; ale matka, matka!
 

GUSTAW

 
Matka kochać nie może?
 

RADOST

kiwając ręką

 
Szalał i szaleje!
 

GUSTAW

odprowadzając na stronę

 
Jak to mówią, stryjaszku? Coś to nie rdzewieje…
 

RADOST

 
Ej, Guciu, tyś coś zbroił – ja czuję przez skórę.
 

GUSTAW

 
Ja bym zbroił!
 

RADOST

 
Najłacniej rozpędzę tę chmurę,
Gdy pójdę do Dobrójskiej i pogadam o tem.
 

GUSTAW

 
Ona nie wie.
 

RADOST

 
Co nie wie?
 

GUSTAW

 
Nic nie wie.
 

RADOST

 
Trzpiot trzpiotem!
Proś, głaszcz, błagaj, zaklinaj; on jak wilk do lasu.
 

odchodząc

 
I co mam z nim rozmawiać! Szkoda tylko czasu.
 

Odchodzi w prawe drzwi boczne.

GUSTAW

sam

 
Dobrze stryjaszku, radość ciebie czeka,
Lecz mego planu jeszcze ci nie zwierzę,
Bo kto się kocha, rozsądnego człeka
Za powiernika niech nigdy nie bierze.
Radzi się – przyzna, że najświętsza rada,
Ale tak zrobi, jak jemu wypada.
 

SCENA II

Gustaw, Albin.

GUSTAW

 
Co? dobrym radca i przyjaciel szczery?
 

ALBIN

 
Dzięki Gustawie, za twoje rozkazy,
Spojrzała na mnie już dwanaście razy.
 

GUSTAW

 
A westchnęła sześć.
 

ALBIN

 
O nie, tylko cztery.
 

GUSTAW

 
I to dość na tę, co nigdy nie wzdycha.
 

ALBIN

z westchnieniem

 
Prawda, nie wzdycha – ale któż bez skazy!
 

GUSTAW

 
A ty westchnąłeś?
 

ALBIN

 
Raz tylko z daleka,
I to przypadkiem, ale bardzo z cicha.
 

GUSTAW

 
Jak cię przynagli, wyjdź za drzwi, u licha!
 

ALBIN

 
Co to za szczęście! za niebios opieka!
Tak rozsądnego że mam przyjaciela,
Że mi tak dobrych, świętych rad udziela.
 

Ściska go.

GUSTAW

 
Tylko ich słuchaj.
 

ALBIN

 
Co każesz, to zrobię.
 

GUSTAW

 
I słowa do niej – to pamiętaj sobie,
Choćby płakała…
 

ALBIN

boleśnie

 
Ach! choćby płakała!
 

GUSTAW

 
Ach? – no, kiedy ach! za nic czynność cała.
 

ALBIN

heroicznie

 
Choć wielem cierpiał, choć z potem na czole,
Wszakże widziałeś, jakim był przy stole:
Spojrzała na mnie? – mój wzrok na suficie;
Zwróciła oko? – ja zerk na nią skrycie.
 

GUSTAW

 
W tem cała sztuka.
 

ALBIN

 
Prosiła mnie wody —
Ja nic. Prosiła soli – ja nic. – Chleba —
Ja nic. —
 

GUSTAW

 
W tem sztuka. – Nalała ci wina —
 

ALBIN

z pośpiechem

 
A ja…/ ciszej/
wypiłem.
 

GUSTAW

 
Bo pić zawsze trzeba.
Lecz ja ci ręczę, zmiękczać się zaczyna.
Wszakże tysiączne daje ci dowody:
Patrzy za tobą, sama ciebie szuka.
Tylko wytrzymaj – na tem cała sztuka.
Choćby tu przyszła, chciała szczerej zgody,
Choćby najczulsza była jej rozmowa,
Ty: tak, albo: nie, – więcej ani słowa.
 

ALBIN

 
Choćbym miał zginąć, wszystko jak chcesz zrobię,
Boś już przekonał o dobrym sposobie.
Ach, twoje rady szczerem dla mnie złotem.
 

Ściska go.

GUSTAW

udając płaczliwy ton stryja

 
Tylko zmiłuj się, przestań być trzpiotem,
Bądź raz rozsądny – patrz, bierz przykład ze mnie.
 

ALBIN

 
Ach, tobie zrównać chciałbym nadaremnie!
 

Klara wbiega, a zobaczywszy Gustawa nagle się wstrzymuje.

SCENA III

Klara, Gustaw, Albin.

KLARA

 
Nie ma Anieli?
 

GUSTAW

oglądając się

 
W samej rzeczy, nie ma.
 

do Albina

 
A co – jest; myślisz, że Anieli szuka?
Ale się trzymaj.
 

ALBIN

na stronie do Gustawa

 
Ba! w tem cała sztuka.
 

GUSTAW

na stronie do Albina, rozkazując

 
Siądź sobie w kącie, nie strzelaj oczyma;
Ja wprzód nastroję, rzecz całą ułożę.
 

Albin

 
Czy mam winszować?
 

KLARA

ironicznie

 
Właśnie w dobrej porze;
I czego? – proszę.
 

GUSTAW

 
Nowego kochanka.
 

KLARA

 
Nie wiem o żadnym.
 

GUSTAW

 
Żartuje stryjanka42.
 

KLARA

 
Panie Gustawie!
 

GUSTAW

 
Cóż to gniewać może?
 

KLARA

 
Żart zbyt bolesny.
 

Zaczyna płakać.

GUSTAW

 
Jak to? Łzy? A zatem
Moją stryjanką szczerze nie chcesz zostać?
 

KLARA

 
Wolę sto razy rozstać się z tym światem.
 

GUSTAW

 
Hm! hm! kiedy tak, inna rzeczy postać.
 

KLARA

 
Inna?
 

GUSTAW

 
Los w jednym grozi nam sposobie;
Trzeba więc stłumić wszelkie dawne waśnie,
Radzić wzajemnie i pomagać sobie.
 

KLARA

 
Lecz jak?
 

GUSTAW

 
Jak?/ po długim namyśle/
Otóż tego nie wiem właśnie.
 

KLARA

 
Gdyby pan Gustaw chciał słuchać mej rady
I niby stryja chciał ziścić układy;
Zwłoki nam trzeba.
 

GUSTAW

 
Ach, wszakże tak chciałem,
Ale Aniela z niewczesnym zapałem,
Widzę przed matką była u spowiedzi;
Matka się krzywi; stryj się dziwi, śledzi,
Dochodzi, pyta, i oto w tej chwili
Może już sobie wszystko wyjawili.
 

KLARA

 
Toż teraz będzie! Ach, panie Gustawie,
Czyby to jakoś nie można odmienić?
Nie bierz mi za złe natrętność w tej sprawie,
Ale czas nagli – Radost chce się żenić;
Powiedz mi: – tamtę43 czy kochasz tak bardzo?
 

GUSTAW

 
Kocham, nie kocham, ale tu mną gardzą.
 

KLARA

 
Ach, nie wierz temu.
 

GUSTAW

 
Choćbym słuchał stryja,
Aniela nie chce.
 

KLARA

 
Aniela ci sprzyja.
 

GUSTAW

 
Sprzyja! – i komuż nie sprzyja jej dusza?
Ależ to tylko do wdzięczności zmusza.
 

KLARA

zniecierpliwiona

 
Domyśl się reszty.
 

GUSTAW

 
Chyba się domyślę;
Bo nadto świeżo mam jeszcze w pamięci,
Jak panna Klara wypleniała ściśle
Te, które teraz chce obudzić chęci.
 

KLARA

 
Okoliczności niechaj mnie tłumaczą.
 

GUSTAW

 
Okoliczności naglą pannę Klarę,
Lecz dla Anieli czyż to samo znaczą?
Z jakichże względów mam dać teraz wiarę
Temu, co może pociąga mnie skrycie?
 

KLARA

coraz porywczej

 
Zatem Aniela?…
 

GUSTAW

sens kończąc

 
Godna przywiązania.
 

KLARA

 
I chciałbyś szczerze?
 

GUSTAW

jak wyżej

 
Poświęcić jej życie.
 

KLARA

 
Czegóż się wahasz, cóż ci jeszcze wzbrania?
 

GUSTAW

 
Niepewność…
 

KLARA

 
Znikła.
 

GUSTAW

 
A wzajemność…
 

KLARA

 
Czeka.
 

GUSTAW

 
I to Aniela…
 

KLARA

kończąc sens, porywczo

 
Mym głosem wyrzeka!
 

GUSTAW

na stronie

 
Ha! tegom czekał – mam więc pewność przecie;
Jestem u celu, wy róbcie, co chcecie!
 

Chce odejść i wraca.

 
Nie bierz mi za złe, że spytam zbyt śmiele,
Ale czas nagli, ale Radost czynny,/ z przyciskiem
A jeszcze mógłby ubiec go kto inny;
Powiedz mi zatem, słów nie tracąc wiele:
 

ciszej, pokazując przez ramię na Albina

 
I w tamtę stronę lękasz się zamęścia?
Milczysz – mam zgadnąć? – życzę zatem szczęścia.
Ale Albin… – wiesz?
 

KLARA

z coraz większą niecierpliwością

 
Wiem, wiem.
 

GUSTAW

 
Lecz jest droga…
 

KLARA

 
Rozumiem.
 

GUSTAW

 
Daj mu pewność…
 

KLARA

 
Ach, dla Boga.
Wiem już, wiem.
 

GUSTAW

 
Odejść?/ po krótkiem milczeniu/
Z nim?
 

KLARA

wstrzymując się

 
Któż to powiada?
 

GUSTAW

 
Więc zostać?
 

KLARA

 
Męki!
 

GUSTAW

 
A więc moja rada
Będzie przyjętą?
 

KLARA

 
Będzie, będzie.
 

GUSTAW

 
Szczerze?
 

KLARA

 
Ach, szczerze, szczerze.
 

GUSTAW

zmieniając ton

 
A ja bardzo wierzę —
Brać przedsięwzięcie, co wiecznem nazwano,
A zmieniać w dobie – nienawidzieć rano,
A kochać w wieczór – szkodzić niewinnemu,
A za godzinę chcieć pomagać temu;
Że to jest płochość, kto nie chce, to przyzna —
I któż jej zdolny? – pewnie nie mężczyzna. —
Co wyraziwszy szeroko i długo,
Mam zaszczyt zostać uniżonym sługą.
 

Kłania się bardzo nisko i odchodzi do swego pokoju.

SCENA IV

Klara, Albin.

KLARA

po krótkiem milczeniu

 
Jak to? – co to jest? – wszystko na raz ginie!
To żarty – zemsta!
 

ALBIN

na stronie

 
Trzymaj się, Albinie!
 

KLARA

 
Jam mu wierzyła! Zdradziłam Anielę!
 

ALBIN

na stronie

 
Aj, płacze.
 

KLARA

 
Winnam, winnam z każdej strony.
 

ALBIN

na stronie

 
W tem sztuka.
 

KLARA

 
Ależ… O, jak cierpię wiele!
 

ALBIN

na stronie

 
Aj, strach!
 

KLARA

 
Albinie! Już jesteś zemszczony.
 

ALBIN

zrywa się i siada znowu – na stronie

 
W tem sztuka!
 

KLARA

 
Jak to! Więc prawa już nié mam
I do litości?
 

ALBIN

zrywając się

 
A, już nie wytrzymam!
do Klary:/ Wzywasz litości prośbą nadaremną?
 

KLARA

 
Możnaż się pytać, wiedząc, co się dzieje.
 

ALBIN

 
Cóż?
 

KLARA

 
Radost, Radost chce się żenić ze mną.
 

ALBIN

 
A ty?
 

KLARA

 
Wprzód umrę.
 

ALBIN

 
I on ma nadzieję
Ciebie przymusić?
 

KLARA

 
Za ojca rozkazem.
 

ALBIN

 
Co? Radost? Z tobą? Tego nie dożyje!
Idę, uwolnię i pomszczę cię razem.
 

Odchodzi prędko we drzwi środkowe.

KLARA

biegnąc za nim

 
Ach, Albinie! Stój —
 

we drzwiach

 
Stój! – on go zabije!
 

SCENA V

Pani Dobrójska, Radost, Aniela.

Radost prędko wchodzi, za nią P. Dobrójska, za nią Aniela.

RADOST

 
Gdzież jest? Gdzież on jest?
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Bez gniewu, bez złości.
 

ANIELA

na stronie

 
Trzymaj go, mamo!
 

RADOST

 
Miałbym wiedzieć o tem?
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Ja nie wierzyłam.
 

RADOST

 
Ściągać takich gości?
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Nic się nie stało.
 

RADOST

 
Przestał już być trzpiotem,
A został kłamcą.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Przebacz…
 

RADOST

 
O to, właśnie!
 

ANIELA

na stronie

 
Trzymaj go, mamo!
 

RADOST

chcąc iść ku drzwiom Gustawa

 
Zaraz rzecz wyjaśnię.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Czekaj.
 

RADOST

 
Puść pani!
 

ANIELA

na stronie

 
Nie puszczaj.
 

RADOST

ku drzwiom

 
Gustawie!
 

wyciągając rękę – do p. Dobrójskiej

 
Za pozwoleniem!/ Idzie do drzwi.
 

ANIELA

 
Dla Boga!
 

RADOST

 
No proszę!
Jeszcze gdzieś poszedł.
 

Patrzy przez dziurkę.

PANI DOBRÓJSKA

 
Słuchaj mnie łaskawie,
Trzeba się trochę porozumieć wprzódy.
 

RADOST

 
Co porozumieć? – tu jasne dowody.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Zbyt się unosisz.
 

RADOST

 
Ja się nie unoszę.
 

ANIELA

na stronie

 
Nie wierz mu, mamo.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Któż jest ta Aniela?
 

RADOST

 
Ach, żadnej w świecie nie znam i nie znałem,
Oprócz tej jednej.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Któż ojciec Anieli?
 

RADOST

 
Mogęż ja wiedzieć, czy w życiu mem całem
Widziałem kogo, co tak córkę zowie?
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Z którym cię sprawa odwieczna rozdziela.
 

RADOST

 
Ja nie mam sprawy, z nikim mnie nie dzieli.
 

ANIELA

na stronie do matki

 
Nie chce się przyznać.
 

RADOST

 
Co to w tamtej głowie!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Swój pojedynek wspomnisz sobie przecie?
 

RADOST

 
Mój poje…/ biorąc się za głowę/
Gwałtu! Co ten hultaj plecie!
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Tylko spokojnie.
 

RADOST

 
Moja mościa pani!
Z oczu widziałem, przeczułem przez skórę,
Że coś napłatał, nabroił bez miary,/ żałośnie
I co najbardziej serce moje rani,
Iż nikt zapewne nie da temu wiarę,
Że mu dziś burę sypałem za burę./ płaczliwie
I cóż mam robić?… ale wiem, co zrobię:
Jeszcze ostatnią chcę mu dać przestrogę.
 

Wychodzi prędko.

ANIELA

 
Ach, biegaj, mamo, trzymaj go przy sobie.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Biegnę.
 

ANIELA

 
Ach, prędzej.
 

PANI DOBRÓJSKA

biegnąc

 
Już prędzej nie mogę.
 

SCENA VI

Aniela, Gustaw w głębi

ANIELA

nie widząc Gustawa

 
Radost porywczy, ale dobry w duszy,
Prośbami, łzami na końcu się wzruszy —
Przebaczy – Gustaw odjedzie – a dalej?
Ja płakać będę, on się nie użali,
Zapomni.
 

GUSTAW

 
Nigdy.
 

ANIELA

 
Ach!
 

GUSTAW

 
Nie, nie zapomnę;
Naszego związku ogniwa niezłomne.
 

ANIELA

 
Uchodź.
 

GUSTAW

 
Uchodzić?
 

ANIELA

 
Stryj grozi, złorzeczy.
 

GUSTAW

 
Da się przeprosić.
 

ANIELA

 
Lecz wszystkiemu przeczy.
 

GUSTAW

 
Bo trzpiot.
 

ANIELA

 
Trzpiot?
 

GUSTAW

kiwając głową

 
Oho!
 

ANIELA

z westchnieniem

 
Jam mu już wierzyła!
 

GUSTAW

 
Ze strachem pewnie.
 

ANIELA

naiwnie

 
Owszem.
 

GUSTAW

 
Pomyśl o tem,
Jakim dla ciebie byłoby kłopotem,
Gdyby wróciła dawna postać rzeczy,
 

po krótkiem milczeniu

 
A z nią i miłość, tobie tak niemiła.
 

po krótkiem milczeniu

 
Matka by może także za mną była.
 

ANIELA

 
Ach, tak mnie kocha!
 

GUSTAW

 
Cóż wtedy się stanie?
 

ANIELA

prosząc się

 
Cóż ja mam mówić? – na cóż to pytanie?
 

GUSTAW

biorąc ją za ręką

 
Nie wierz, Anielo, tej pieszczocie wzroku,
Gdy z wolna sunąc spocznie w twojem oku,
Tej drżącej dłoni, kiedy ciebie bliska,
Nie wierz głosowi, co się w duszę wciska,
Lecz własne serce niechaj cię oświeci;
Ach, tylko miłość równą miłość nieci!
Serce – milczy?
 

ANIELA

spojrzawszy mu w oczy

 
Nie.
 

GUSTAW

pociągając w objęcia

 
Anielo!
 

ANIELA

w jego objęciu

 
Gustawie!
 

wyrywając się z objęcia

 
A tamta?
 

GUSTAW

 
Tyś jest, tyś nią była zawsze.
 

ANIELA

 
Jak to, Aniela?
 

GUSTAW

 
Żadnej nie znam innej.
 

ANIELA

 
Ale nie zwodzisz?
 

GUSTAW

 
O, nie bądź w obawie:
Użyłem zdrady, lecz zdrady niewinnej.
Byłżebym wzniecił44 uczucia łaskawsze,
Gdy się przybliżyć starałem daremnie,
Gdy uprzedzona stroniłaś ode mnie?
 

ANIELA

 
Więc nie kochałeś? – To nie jest odmianą?
I jedna jestem....
 

GUSTAW

sens kończąc

 
Jedynie kochaną.
 

ANIELA

 
Zatem i Klarze…
 

GUSTAW

sens kończąc

 
Odpuszczona wina,
Albin ją kocha, a ona Albina.
 

Scena VII

Ciż sami, Radost, Pani Dobrójska

Radost spiesznie wchodzi, za nim Dobrójska – Radost staje tuż przed Gustawem, zadychany równie jak Dobrójska, mówić nie może. Po krótkiej chwili milczenia, Gustaw parska śmiechem.

RADOST

obracając się do stojącej za nim Dobrójskiej

 
Śmieje się – widzi pani?
 

PANI DOBRÓJSKA

ocierając czoło

 
Widzę.
 

RADOST

biorąc się pod boki, do Gustawa

 
Mości panie.
 

GUSTAW

 
Oho!
 

RADOST

zbity z mowy

 
Oho! – słyszy pani? – Oho, jeszcze.
Powiedz, więc słuszne były moje troski wieszcze?
Nabroiłeś, naplotłeś!… Lecz zrób tu wyznanie:
W jakiej, gdzie, kiedy, w której kochasz się Anieli?
 

GUSTAW

biorąc za rękę Anielę

 
W której? – w tej.
 

RADOST

 
A!/ obracając się do Dobrójskiej/
A!
 

GUSTAW

do Anieli

 
Wszak tak?
 

ANIELA

 
O, tak.
 

RADOST

 
Otóż macie!
I któż go tu zrozumie? Wszakżeście słyszeli?
A! A ów pojedynek? Mów no, panie bracie.
 

GUSTAW

odprowadzając na stronę

 
Wszak wiesz, stryjaszku?…
 

RADOST

głośniej

 
Co? Jak?
 

GUSTAW

jeszcze głośniej

 
Na reducie.
 

RADOST

 
Pst, pst!
 

GUSTAW

 
Poszło wam…
 

RADOST

chce mu usta zamknąć

 
Milczże, bałamucie…
 

GUSTAW

usuwając głowę

 
Podobno…
 

RADOST

jak wyżej

 
Cicho!
 

GUSTAW

jak wyżej

 
O to…
 

RADOST

jak wyżej

 
Ale cicho!
Miejże też rozum!
 

SCENA VIII

Ciż sami, Albin, wbiega za nim Klara.

Albin, zachodząc z przeciwnej strony, kiedy jeszcze Radost stara się zamknąć usta Gustawowi, krzyczy mu w ucho.

ALBIN

 
Nim zaślubisz Klarę,
Mnie zabić musisz.
 

RADOST

przestraszony cofając się

 
A to co za licho!
 

KLARA

odciągając

 
Albinie!
 

RADOST

przecierając ucho

 
Ja chcę Klarę?
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Co się dzieje?
 

RADOST

 
Wszak tu zaraza! Ten znowu szaleje!
do Albina/ Któż mówił?
 

ALBIN

 
Ty sam.
 

RADOST

 
Żartom dałeś wiarę?
 

KLARA

 
Ojca prosiłeś.
 

RADOST

 
Ja? Kiedy? Kto mówi?
 

KLARA

 
Gustaw.
 

RADOST

 
Gustawie, skąd ta nowa łaska?
 

GUSTAW

 
Chciałem ją straszyć.
 

RADOST

 
A cóż u diaska!
Czy ja straszydło na młode dziewczęta!/ do Albina
Ale skąd twoja zemsta tak zawzięta?
Kochasz Anielę.
 

ALBIN

 
Ja? Kto mi to powie?
 

RADOST

 
Gustaw.
 

KLARA

 
Tak, Gustaw.
 

GUSTAW

 
Gustaw, Gustaw trzpiotem.
Naplótł, nabroił – ale czy szczęśliwie,
 

biorąc za ręką Anielę

 
Tu się, Anielo, przekonamy o tem.
 

PANI DOBRÓJSKA

podnosząc ich, do Gustawa

 
Ja cię rozumiem.
 

RADOST

 
Ja się tylko dziwię.
 

PANI DOBRÓJSKA

łącząc ich

 
I szczęście córki powierzam ci śmiało.
 

GUSTAW

 
A teraz drugą zajmijmy się parą:
 

rozkazując

 
Albinie! zbliż się.
 

PANI DOBRÓJSKA

 
Cóż ty na to, Klaro?
 

GUSTAW

 
Chce, chce, ja ręczę.
 

KLARA

 
Ale…
 

GUSTAW

 
Już się stało.
 

KLARA

 
Ach, gdybym mogła, na złość bym nie chciała.
 

ALBIN

 
Ale nie możesz?
 

KLARA

 
I kochać cię muszę.
 

GUSTAW

 
Niech was ten złączy, komu za to chwała.
 

łącząc ich, poważnie

 
Bądźcie szczęśliwi tak, jak się kochacie!
do Klary
Cóż śluby? poszły!
 

podobnie do Albina

 
Każ się podkuć, bracie.
głośno/ Wszystko więc dobrze.
 

RADOST

 
Ale, na mą duszę.
Nic nie rozumiem, – powiedz, Guciu drogi.
 

GUSTAW

ściskając go

 
Dzięki, stryjaszku, za twoje przestrogi!
 

Przypisek autora

Komedia moja „Śluby panieńskie” czyli „Magnetyzm serca” była przedstawioną w teatrze lwowskim w r. 1832, a drukiem ogłoszoną w IV tomie moich komedii w r. 1834. W kilka lat później została bardzo źle przetłumaczoną prozą na język francuski. 17 sierpnia 1840 r. przedstawiono po raz pierwszy w teatrze „du Gymnase Dramatique” w Paryżu sztukę: „Bocquet père et fils, ou le chemin le plus long, comédie vaudeville en deux actes par M. M. Laurencin, Marc Michel et E. Labiche”. W tej sztuce główny węzeł i kilka scen ledwie nie co do słowa są wzięte z mojej komedii „Śluby panieńskie”.

Piszę tę notę dla tych, którzy mnie oskarżają o naśladowanie powyższej sztuki francuskiej.

1.oraz (tu daw.) – jednocześnie. [przypis edytorski]
2.And. Max. Fredro – Andrzej Maksymilian Fredro (ok. 1620–1679), polityk i pisarz. [przypis edytorski]
3.wieczór jeszcze zdrowy – wieczorem jeszcze był zdrowy. [przypis edytorski]
4.nié ma – daw. forma z é pochylonym, wymawianym jak i; tu zachowana dla rymu: oczyma – nié ma. [przypis edytorski]
5.macież (daw.) – no macie, macie przecież; macież go – oto on; proszę, jaki on jest. [przypis edytorski]
6.śród (daw.) – wśród. [przypis edytorski]
7.waryjat – dziś: wariat. [przypis edytorski]
8.siąść na koszu a. dostać kosza – oświadczyć się i nie zostać przyjętym. [przypis edytorski]
9.siędę – dziś popr. forma: siądę. [przypis edytorski]
10.spuścić się na kogoś (daw.) – polegać na kimś, liczyć na kogoś. [przypis edytorski]
11.Jean de La Bruyère (1645–1696) – fr. pisarz, autor Charakterów (Les Caractères ou les Mœurs de ce siècle), dzieła opisującego postaci i obyczaje XVII-wiecznej Francji. [przypis edytorski]
12.delija, delia (daw.) – kurtka męska. [przypis edytorski]
13.gorżki – dziś: gorzki. [przypis edytorski]
14.mamże (daw.) – czyż mam, mam przecież. [przypis edytorski]
15.piękny czas – tu (z fr. beau temps): ładna pogoda. [przypis edytorski]
16.pozierać – dziś: spozierać, patrzeć. [przypis edytorski]
17.śród – dziś: wśród. [przypis edytorski]
18.kochanka (tu daw.) – ukochana, wybranka; tu: przyszła narzeczona. [przypis edytorski]
19.Miłość własna, przecząca, co drugim należy – tj. egoizm. [przypis edytorski]
20.wszakcim go obudził – dziś: przecież go obudziłem. [przypis edytorski]
21.wszakci (daw.) – przecież. [przypis edytorski]
22.wzgląd odbiera – znajduje uznanie. [przypis edytorski]
23.kluby (daw.) – kajdany, dyby; wziąć w kluby – wziąć w ryzy, zmusić do posłuszeństwa. [przypis edytorski]
24.paternoster (z łac. pater noster: ojcze nasz) – tu: codzienna wymówka, kazanie wychowawcze. [przypis edytorski]
25.obiedwie – dziś: obydwie. [przypis edytorski]
26.piskórz – dziś popr.: piskorz. [przypis edytorski]
27.nié masz – daw. forma z é pochylonym, wymawianym jak i; tu zachowana ze względu rym wewnśtrzny: trzymasz – nié masz. [przypis edytorski]
28.ściągać – tu daw.: mieć kogoś na uwadze, czynić aluzję do kogoś, wytykać coś komuś. [przypis edytorski]
29.istnie – dziś popr. forma: istnieje. [przypis edytorski]
30.wiedzieć – tu: znać. [przypis edytorski]
31.znaleź – dziś popr. forma: znajdź. [przypis edytorski]
32.zyszczę – dziś popr. forma: zyskam. [przypis edytorski]
33.stoletni – dziś popr.: stuletni. [przypis edytorski]
34.gdyby ja tylko kochałem – dziś popr.: gdybym tylko ja kochał. [przypis edytorski]
35.waryjat – dziś: wariat. [przypis edytorski]
36.dla (tu daw.) – z powodu. [przypis edytorski]
37.drugą razą (daw.) – następnym razem. [przypis edytorski]
38.czerpa – dziś popr. forma: czerpie. [przypis edytorski]
39.Zaraz mu służyć będę – daw. forma grzecznościowa o znaczeniu: wrócę do pana za chwilę. [przypis edytorski]
40.diable – dziś: diabelnie. [przypis edytorski]
41.kredo a. credo (z łac. credo: wierzę) – wyznanie wiary, tekst odmawiany w liturgii katolickiej w niedziele i święta; Piłat w kredzie – mowa o fragmencie wyznania wiary, gdzie mówi się o Jezusie Chrystusie, że został „umęczon pod Ponckim Piłatem”, tj. był sądzony i skazany na tortury i śmierć przez rzymskiego prefekta Poncjusza Piłata. Poza Bogiem Ojcem, Duchem Św., Jezusem i jego matką Maryją, Poncjusz Piłat jest jedyną osobą wymienioną z imienia w tekście Credo. [przypis edytorski]
42.stryjanka – stryjenka; żona stryja. [przypis edytorski]
43.tamtę – dziś: tamtą. [przypis edytorski]
44.Byłżebym wzniecił (daw.) – czy mógłbym wzniecić. [przypis edytorski]
Yosh cheklamasi:
12+
Litresda chiqarilgan sana:
19 iyun 2020
Hajm:
90 Sahifa 1 tasvir
Mualliflik huquqi egasi:
Public Domain
Yuklab olish formati:

O'xshash kitoblar